Menu

wtorek, 13 czerwca 2017

Miłość - wpis2: Lubię

– Lubię kochać się na łonie natury, kiedy słońce ogrzewa pośladki lub na odludnej plaży. Pieścić Twoją męskość w czasie jazdy samochodem, pod stolikiem restauracyjnym lub w kinie. Lubię miłość francuską, pieszczenie ustami i językiem członka, przytulanie go do policzków, oczu. Lubię czuć, jak Twój penis pulsuje mi w ustach, rośnie, napręża się, tryska nasieniem. I patrzę Ci w oczy, aby widzieć, jaką przyjemność tym sprawiam.
– A ja w Twoje, kochana!
Lubię, kiedy Ty mnie liżesz, delikatnie ssiesz moją perełkę, powoli wkładasz we mnie dwa palce. Możesz bawić się w doktorka, dokładnie oglądając moją ogoloną muszelkę. A nade wszystko lubię czuć, jak wsuwasz penisa w moją cipkę, wypełniasz ją całą, kiedy już jest wilgotna, otwarta i gotowa. Patrzysz mi w oczy, mówisz do mnie, całujesz w szyję i piersi. Poruszasz się coraz szybciej, zdecydowanie, dociskasz biodra do mojego łona. Wtedy krzyczę z rozkoszy, głaszczę Cię po plecach i szyi, ramionach, podziwiam. Dociskam dłońmi Twoje pośladki do siebie, wiję się pod Tobą, władczym i namiętnym, szczytuję. Kiedy mamy ochotę na zmianę pozycji, wystarczy słowo lub gest, a ja spełniam życzenie. Lubię, gdy na mnie patrzysz. Poruszam zmysłowo tyłeczkiem, wypinam się, jestem otwarta. Trzymasz mnie za talię i biodra, głaszczesz po pośladkach, wsuwasz we mnie od tyłu. Pieprzysz delikatnie, potem mocno. Chcę, żebyś krzyczał z rozkoszy, czuł się spełniony, męski i silny. Chcę być Twoją dobrą wróżką, przyjaciółką, kimś wyjątkowym.
– Chciałabym spełniać Twoje fantazje.


Wokoło pola przykryte białym puchem śniegu. Gładka powierzchnia wyrównywała wszystkie nierówności, zagłębienia, bruzdy, tylko w miejscach, gdzie rosły większe roślinki, tworzyły się niewielkie górki. Krajobraz ludzkich uczuć niby czyste i gładkie, a takie zimne.
Staliśmy obok siebie, zanurzeni w śniegu po kolana. Zadrżałaś z zimna, a mi było gorąco. Gdybym mógł dać Ci trochę swojego ciepła, odrobinkę z tego ogromnego żaru, który rozpływał się po moim ciele od serca, zawsze, ilekroć pomyślałem, albo spojrzałem na Ciebie.
Pamiętam, gdy pierwszy raz ujrzałem Twoje oczy, zapatrzyłem się w nie i od razu mnie pochłonęły, wciągnęły w swoją bezdenną otchłań, bez możliwości wyjścia. Później pierwszy pocałunek, niezapomniany smak ust, zamknął ostatnią drogę powrotu.
Objąłem Cię ramieniem i mocno przytuliłem. Byłem Twoim niewolnikiem, czy ta niewola będzie radosna, czy naprawdę zostaniesz moja Królową? Był moment, że lodowe palce rozpaczy ścisnęły serce — na moment przestało bić, stało i czekało, czy odwrócisz się od nas i odejdziesz, czy zostaniesz. Wewnątrz siebie poczułem pustkę zimowej nocy, ciemności bez promyka nadziei. Zostałaś, ale i obawa gdzieś tam głęboko ukryta została.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz