Menu

niedziela, 11 czerwca 2017

Miłość - wpis1: Szedłem pusta droga

Szedłem pusta droga, samotny, obojętny, wokoło zimna noc. W górze na wielkim czystym niebie święciły gwiazdy, blade, zimne obojętne.
Dokąd szedłem, nie wiem, było mi wszystko jedno. Jak długo szedłem, nie wiem, co za różnica, ale chyba bardzo długo. Czasami ktoś się pojawił, chwilę towarzyszył i nagle znikał w ciemności. Gdzieś daleko cichy grzmot. Spojrzałem w niebo, czyste, zimne, tylko gwiazdy ponurym blaskiem drwiły ze mnie. Właściwie dlaczego, przecież tak je kochałem, wielbiłem. Grzmot narastał coraz głośniejszy, bliższy. Nadciąga burza, ale skąd? Przecież na niebie nie ma ani jednej chmurki, może powinienem się schować, było mi to obojętne, cóż najwyżej jeden samotny człowiek mniej.
Niebo z potwornym, ogłuszającym hukiem rozwarło się tuż nade mną. Błysk przyszedł od samych gwiazd. Poczułem przytłaczający ciężar paraliżujący wszelkie ruchy. Żyłem, przytomniałem, poczułem przy sobie coś miłego, miękkiego, ciepłego. Otworzyłem oczy. Na wprost ujrzałem inne oczy, piękne, kobiece. Wpatrywałem się w nie z zachwytem, zacząłem się w nich topić, wciągały mnie coraz głębiej, powoli, wytrwale, nie mogłem się od nich oderwać, nie mogłem przestać patrzeć. Zapadałem się i wiedziałem, że jest to nieodwracalne. Uszczypnąłem się, potrząsnąłem głowa, ale to nie był sen. Przede mną stała piękna dziewczyna, długie ciemne włosy, zmysłowe usta. Prezent od gwiazd? Wziąłem ja na ręce i pomyślałem, jeżeli gwiazdy mi Cię dały, tylko gwiazdy mogą odebrać, nie oddam Cię nikomu i nie pozwolę zaginąć w ciemności. Niosąc swój słodki ciężar, ruszyłem w drogę, im dalej szedłem, tym ścieżka stawała się wyraźniejsza łatwiejsza. Może w końcu znajdę jej kres? Z radością wypełniającą serce zacząłem biec. Nie czułem ciężaru, nie czułem zmęczenia, miąłem nadzieje na miłość. W oddali zobaczyłem piękne miasto. Pomyślałem: tam będzie mój dom. Przystanąłem, postawiłem dziewczynę na ziemi, klęknąłem przed nią, powiedziałem:
- Pani będę Cię nosił całe życie na rękach, będę całował ślady po Twoich stopach.
Również klęknęła, pocałowała mnie i odpowiedziała:
- Zostań moim przyjacielem i kochankiem.
A po chwili dodała:
- Jestem Ewa. Chciałabym czuć się kobieca, dowartościowana, seksowna i piękna. Chcę być traktowana jak dama, królewna, Twoja Pani. Chcę, abyś mnie adorował, rozpieszczał, wielbił. Ukołysz mnie swoim głębokim głosem. Opowiadaj mi o swojej miłości. Kocham pieszczoty w szyję, kark, włosy, piersi. Lubię też patrzeć, masować z oliwką, być dotykaną. Lubię przyjemne aromaty, ciepło, miły nastrój. Z początku jestem nieśmiała. Kiedy już mnie oswoisz, rozpalisz, będziesz chronił, zaufamy sobie – możemy zrobić wiele pomysłowych rzeczy. Wtedy staję się odważna, rozkwitam w Twoich dłoniach. Lubię dyskretne pieszczoty w miejscu publicznym, świadomość, że ktoś może nas podejrzeć, albo usłyszeć. Twoje pożądliwe spojrzenie podnieca mnie. Wiesz, o czym myślę?
– Tak – odpowiedziałem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz