Menu

niedziela, 2 kwietnia 2017

Sierpniowy wieczór

Mieszkanie po całodziennym sierpniowym upale nagrzane było niczym piekarnik, toteż Grzegorz po chłodnym prysznicu nie spieszył się z ubieraniem. Z pewnym rozbawieniem pomyślał o reakcji Ireny, gdyby powitał ją w drzwiach w obecnym stanie, czyli całkiem nago.
Jej reakcja to: szok, zażenowanie czy kokieteryjny uśmieszek? Znali się krótko, do niczego jeszcze między nimi nie doszło, więc jej potencjalne zachowanie stanowiło dla niego zagadką. Zbyt zależało mu na tej znajomości, toteż choć niespiesznie, skierował się ku komodzie z bielizną.
Ciemność zaskoczyła go całkowicie. Niezapowiedziane przerwy w dostawie prądu znał tylko z telewizyjnych relacji o szalejących wichurach, zrywających przewody elektryczne i opowieści dziadka o 20 stopniu zasilania w czasach poprzedniego ustroju.
Gdzieś miał schowaną latarkę, a zapewne również świeczkę, tylko gdzie i jak je znaleźć w takiej ciemności? Nagłe olśnienie – telefon! Światło ekraniku pozwoli poszukać bardziej efektywnego źródła światła.
Zrobił pięć kroków w kierunku stołu, na nim właśnie przed kąpielą położył komórkę. Pomacał przed siebie rękami. Zdziwiony, że nie odnalazł upragnionego mebla, wykonał kilka kolejnych kroków. Później następne. Wokół była tylko ciemność i pustka.
– Kurwa! Co tu się do diaska dzieje? – krzyknął przestraszony.
Odpowiedziała cisza. Ogarnięty coraz większą paniką, po omacku ruszył przed siebie, po chwili zaczął biec. Czas i dystans przestały istnieć, pokonywał metry, może kilometry. Mijały minuty albo godziny. Skręcał w lewo lub prawo, czasem zawracał. Wszędzie i ciągle ta sama martwa, spowita ciemnością, cisza.
Niespodziewany widok dalekiego światełka zaskoczył go i zatrzymał w miejscu. Nie idź w stronę światła – przypomniał sobie słowa z jakiegoś filmu.
Czy miał zawał lub wylew i umarł? Rozmyślając nad tą kwestią, nieświadomie ruszył naprzód i wkroczył w krąg poświaty.
Ciemność zastąpił błękit spowijający trzy młode kobiety, a właściwie dziewczyny. Dwie kucając, układały rozsypane wokoło kwiaty, trzecia stała wyprostowana, coś mówiąc w nieznanym języku do koleżanek, a jego pojawienie przerwało jej wypowiedź wpół słowa. Była zgrabna i anielsko piękna, długie lekko kręcone blond włosy i niebieskie oczy cudnie harmonizowały z otaczającą ja lazurową poświatą. Biała muślinowa tunika ledwie maskowała małe, jędrne piersi zakończone różowymi sutkami. Więcej nie zdążył zobaczyć. Dziewczę obrzuciło go szybkim spojrzeniem, zatrzymując wzrok poniżej jego pępka i zaczęła przeraźliwie krzyczeć, w czym wkrótce zawtórowały jej dwie pozostałe.
Poniewczasie zorientował się, że przyczyną ich histerii był jego najlepszy przyjaciel. Zaintrygowany nową sytuacją wychynął z głębi brzucha, gdzie uprzednio, przestraszony paniką swojego szefa schował się głęboko, a teraz niby peryskop łodzi podwodnej wysuwał ciekawie główkę do góry.
Błękit zadrgał, zamigotał i rozwiał się w niebyt. Jednakże w powracającym mroku nadal tliło się światełko. Bez wahania ruszył ku niemu.
Tym razem poświata przybrała barwę ciemnoniebieską, prawie granatową, a zamiast młodych dziewczyn stały trzy stare wiedźmy. Haczykowate nosy, bezzębne usta, rzadkie posklejane w strąki włosy. Widoku dopełniały czarne, podarte tuniki, niewiele zasłaniające cienkie obwisłe piersi, bardziej przypominające uszy psa jego przyjaciela rasy cocker-spaniel niż obiekt pożądania mężczyzn. Trzy pary oczu szybko zlustrowały jego fizjonomię i zatrzymując spojrzenia na małym Grzesiu, który oczekując całkiem innego towarzystwa, nadal wyniośle manifestował swoją obecność, wybuchnęły gromkim, rechotliwym śmiechem.
Ponownie otoczyła go ciemność z dającym może złudną, ale jednak nadzieję, światełkiem. Do trzech razy próba – mruknął do siebie, ruszając w jego kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz