Menu

wtorek, 18 kwietnia 2017

Sierpniowy wieczór, październikowy wieczór - wpis 5

Teraz czas na wiedźmy. Ruszył w kierunku światełka. Trzy stare jędze, choć może słowo diablice byłoby trafniejszym określeniem, stały i zawzięcie o czymś dyskutowały. Pojawienie intruza przerwało rozmowę wpół słowa. Lustrowały go, począwszy od czubka głowy, o wiele uważniej niż poprzedniczki. Wzrok staruch zamarł na jego kroczu, natomiast zaczęły opadać szczęki, coraz bardziej odsłaniając ciemnoczerwone prawie brązowe dziąsła i chropowate jak kora starego dębu języki.
Co jest u diabła? Zdziwiony spojrzał w dół. Zrozumiał.
Wzmianki Karoliny o jej awersji do zbyt owłosionych panów i aluzje na temat nowoczesnych, wydepilowanych mężczyzn, sprawiły, że sporą część godziny spędzonej w łazience poświęcił na boyzilian.
Czyż jednak te baby nigdy nie widziały ogolonych jaj u faceta? Miał ochotę dosadnie zakląć, ledwie powstrzymał się w ostatniej chwili. Brzydkie słowa mogły odnieść odmienny skutek od oczekiwanego. Zastosował inną taktykę.
– Miło mi poznać szanowne panie…
– Kto cię tutaj wprowadził? – skrzekliwym głosem przerwała najbliżej stojąca wiedźma.
– Nikt – odpowiedział, trochę zbity z tropu.
– Sam nie mogłeś przyjść – upierała się baba.
– A jednak przybyłem solo.
– Dzieciom wstęp wzbroniony! – stwierdziła kategorycznie. – Musiałeś przyjść z kimś dorosłym.
– Nie jestem dzieckiem! – zripostował stanowczo.
– Przecież widzę, że jesteś. – Wycelowała kościstym palcem w jego krocze.
– Taki golutki! – potwierdziła druga.
– I malutki! – przytaknęła trzecia.
Mały Grześ faktycznie wniknął głęboko w podbrzusze swojego bossa. Głębiej nawet niż wtedy, gdy był zmuszony zanurzyć się w zimnej wodzie w czasie morskiej kąpieli.
Olśnienie przyszło niespodziewanie. Dyskusja z jędzami pozbawiona była sensu, trzeba im przytaknąć!
– To ja poczekam, aż tata wróci na tamtym trawniku – stwierdził skwapliwie.
Ponura granatowa poświata zadrżała, zamrugała i znalazł się w ciemnościach. Pośpiesznie ruszył w kierunku jedynego jasnego punkcika.
Trawnik i żywopłot od poprzedniej wizyty nie uległy najmniejszej zmianie, wyglądały dokładnie tak samo, jak dwa miesiące temu. Czyż jednak czas w tym miejscu płynął w takim samym rytmie? Tutaj mogło minąć tylko parę minut lub godzin.
Cierpliwie czekał na pojawienie się nieznajomej kobiety.
– Żeby wrócić do domu, musisz rozwiązać trzy zagadki, w czasie pięciu minut – usłyszał głos za plecami.
– Nowe zasady? – odwrócił się do tyłu.
Tym razem stał ze swobodnie opuszczonymi rękami, bez wstydliwego zasłaniania przyrodzenia, acz ona i tak patrzyła mu prosto w oczy.
– Jesteś bardzo przemądrzały i dostaniesz trudniejsze pytania.
– Jestem gotowy.
– W jaki dzień będzie najdłuższy wieczór w tym roku? Pamiętaj, masz pięć minut na wszystkie zadania.
– W grudniu, trzynastego. Spędzimy go razem? – zapytał z uśmiechem.
Również się uśmiechnęła, a po chwili głośno roześmiała:
– Sam go spędzisz tutaj. Ja będę gdzieś indziej z kimś innym, mniej przemądrzałym za to mądrzejszym. Dałeś się podejść, wcale nie zadałam ci trudnego pytania, każde dziecko wie, że najdłuższa noc jest w dniu rozpoczęcia astronomicznej zimy, czyli 21 grudnia.
– Wiem – przytaknął – tyle że pytanie dotyczyło najdłuższego wieczoru, a nie nocy. W mojej miejscowości 13 grudnia słońce zachodzi o 15,30, natomiast 21 grudnia już o 15,32. Jak widzisz, wieczór trzynastego jest dłuższy o dwie minuty.
– Jaki bystrzak – obruszyła się lekko – powiesz mi dlaczego?
– Chętnie. Przyjdź później do mnie, mojej mamy dzisiaj nie spotkasz. Przy lampce dobrego wina wytłumaczę ci zawiłości astronomii.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz