Menu

piątek, 31 marca 2017

Kubuś zasnął

Po cichu wszedł do dziecięcego pokoiku. Przez chwilę stał nad synkiem wsłuchany w jego równy, miarowy oddech. Pochylił się, odrzucił na bok kołderkę i delikatnie wziął chłopca na ręce. Ostrożnie zszedł po schodach na parter i ułożył dziecko na rozłożonej wcześniej kanapie w salonie. Przykrył kolorowym kocykiem i jeszcze przez chwilę, w głębokiej zadumie przyglądał się śpiącemu Kubusiowi.
Przepraszam – szepnął cicho łamiącym głosem. – Nie mogę cię zostawić samego z tą zołzą, twoją matką.
Wyszedł na korytarz, przez wewnętrzne przejście wszedł do garażu. Wsiadł do auta, przekręcił kluczyk, silnik zaskoczył po kilku obrotach. Nie wyłączając go, wrócił do mieszkania, zostawiając drzwi w przejściu szeroko otwarte. Zabrał z kuchni szklankę i po schodach wrócił na piętro. Odszukał ukrytą butelkę wódki, nalał pełną szklankę, bez wahania, duszkiem wypił całą zawartość.
Z drugą celebrował się dłużej, opróżnił ją kilkoma dużymi łykami, w międzyczasie wypisując tekst na komórce. Wlał resztę alkoholu, patrząc, jak krople z opróżnionej butelki skapują do naczynia. Taka sama kropla przelała moją szalę goryczy – pomyślał po ostatniej.
Po półgodzinie, dusząc się i kaszląc, wrócił do wypełnionego spalinami salonu. Odłożył telefon na ławę, naciskając równocześnie klawisz potwierdzający wysłanie SMS-a. Położył się obok synka, mocno przytulając jego bezwładne i stygnące już ciałko.

Kobieta i mężczyzna leżeli na łóżku spleceni w miłosnym uścisku. Stojąca w kącie lampa z mocno przykręconym regulatorem napięcia, ledwie rozświetlała mrok, a cicho, rytmicznie poskrzypujące sprężyny materaca delikatnie wypełniały ciszę.
Mocniej – jękliwie poprosiła kobieta.
Jednocześnie ruchy jej bioder stały się szybsze, gwałtowniejsze. Ogarnięta coraz większą namiętnością nie zwróciła uwagi na dźwięk przychodzącego SMS-a, który wplótł się w jej okrzyki rozkoszy.
Wspaniały jesteś – powiedziała chwilę później, całując leżącego na niej mężczyznę.
O telefonie przypomniała sobie godzinę później, gdy już ubrana wychodziła z mieszkania kochanka.
Wiadomość była krótka: Kubuś zasnął.
Spojrzała na zegarek. Idiota. – pomyślała z niechęcią o mężu – Pozwala dziecku siedzieć do późna przed telewizorem, tylko po to, by zrobić mi na złość. Głupi kretyn.


Od rozwodu, czyli od prawie dwóch lat, miał problemy z zasypianiem. Hałas dobiegający zza okna wcale ułatwiał zaśnięcia. Nawet nie to, że był głośny, właściwie ledwie go słyszał, ale był upierdliwy jak bzyczenie komara.
Po kolejnych 15 minutach przewracania zirytowany wyskoczył z łóżka. Klnąc pod nosem, zarzucił na piżamę szlafrok i wybiegł przed dom. Uliczka była pusta, a dźwięk auta najwyraźniej dochodził z garażu sąsiada stojącego niedaleko okna jego sypialni.
Podszedł do furtki, przycisnął guzik domofony raz, drugi, trzeci, nic, nikt się nie odezwał, nikt nie otworzył drzwi, sprawdzić kto dzwoni. Zdesperowany, wściekle szarpał bramkę, wywołując falę metalicznych brząknięć.
W domu po drugiej stronie ulicy otwarto okno.
Co się tam dzieje? – rozległ się donośny męski głos.
A co nie słyszy pan? – odparł sąsiad z chodnika. – U Szkapińskich w garażu od godziny chodzi samochód. Spać nie można.
Jezu Maria – w oknie obok głowy mężczyzny wychynęła głowa kobiety. – Może coś się stało? Dzwoń na policję – dodała, zwracając się do męża.


Rozmyślając na w miarę rozsądnym wytłumaczeniem późnego powrotu do domu, skręciła w swój zaułek. Ze zdziwieniem zauważyła migające światła i kilkanaście osób stojących na chodnikach po obu stronach ulicy. Zatrzymała samochód na środku jezdni i sama zaciekawiona niecodzienną sytuacją powoli wyszła z auta. Panika zaczęła ją ogarniać, gdy zorientowała się, że migotliwe światło pochodzi z dwóch policyjnych radiowozów, stoją przed jej domem, a na dodatek parę osób wskazało ją palcem.
Stukając obcasami, pobiegła do furtki, tam dalszą drogę zagrodził rosły policjant.
Kim pani jest – zapytał.
Mieszkam tu – odparła łamiącym się głosem. – Mój synek jest w środku.
Pani nazwisko – dociekał funkcjonariusz.
Emilia Szkapińska – odpowiedziała pośpiesznie.
Przepuścił ją do środka, wołając w stronę domu:
Panie komisarzu, pani Szkapińska przyjechała.
Z wnętrza domu wyszedł mężczyzna w cywilnym ubraniu. Beznamiętnym głosem przywitał się i zapytał:
Gdzie pani spędziła wieczór?
Co się stało? – odpowiedziała nerwowym pytaniem.
Proszę najpierw odpowiedzieć na moje pytanie – rozkazał stanowczo.
Byłam u znajomego – wyznała cicho.
Aha… rozumiem…

W życiu Emilii pojawiło się później kilku mężczyzny, lecz zawsze, gdy zbliżał się moment ekstazy, zaczynała podświadomie nasłuchiwać sygnału telefonicznego i podniecenie ulatywało jak powietrze z przebitego balonika, a ona niczym dmuchana lalka biernie czekała, aż facet będący w niej, skończy.