Menu

czwartek, 28 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.13 Z iloma paniami?

– Właśnie jest dokładnie, tak jak mówisz. Sen się skończył, gdy szukałem Julii, a bajkę wymyśliłem, jadąc do domu Julki, w którym była już Lidka. Przypomniałem sobie o tym zdarzeniu, wysiadając z auta, dlatego trochę przy nim zmarudziłem.
– Przecież to niemożliwe, musiałeś coś pomylić – stwierdził kategorycznie pan Albert.
– Wprost przeciwnie, możliwe i nawet łatwe do wytłumaczenia.
Trzy pary oczu spojrzały na niego zdziwieniem i jednocześnie zaciekawieniem.
– Sen zakończył się przedwcześnie – wyjaśnił – z powodu choroby pani Ani. Jednak nie w tym momencie, który pamiętamy, tylko trochę później.
– Nie rozumiem. Przecież bym pamiętał – zdumiał się Malicki.
– Ktoś najwyraźniej uznał, że ten przerwany wątek jest w tej sytuacji niepotrzebny i został wykasowany z naszej pamięci tak jak pobyt Tomka.
– Nie rozumiem – powtórzył Malicki.
– Przyjechałem z nadzieją otrzymania pełnych, klarownych wyjaśnień – wtrącił podirytowany Stanisław – a tymczasem osoba mająca ich udzielić, sama potrzebuje wytłumaczeń.
– Bez nerwów, tato – powiedział syn uspokajająco – wszystko powoli wyjaśnimy. We śnie otrzymałem dużo wskazówek, część z nich zignorowałem albo nieodpowiednio zinterpretowałem, teraz rozumiem już coraz więcej.
Tomek z rozbawieniem słuchający rozmowy odłożył sztućce, wytarł usta serwetką, podziękował za smaczną kolację, po czym zwrócił się do brata:
– Nadzieja na rychłe spotkanie podziałała na twój mózg jak ścieżka amfy lub kryształu – zachichotał.
Ostre spojrzenie Grabskiego przeszyło syna.
– Co? Masz osobiste doświadczenia?
– Bez nerwów tato, jak to powiedział przed chwilą twój młodszy synek. Zwykła ciekawość, chwilowe zainteresowanie bez zobowiązań na przyszłość.
– Mam nadzieję...
– Wracając do naszej dyskusji – przerwał mu Przemek – wiem panie Albercie, że ze zrozumiałych względów miałem zapomnieć pewne części snu i tak też się stało. Natomiast od paru godzin dzieje się odwrotnie. Wszystko, tak wszystko bez wyjątku sobie przypominam. Czy jest to wasz jakiś alternatywny plan, który uruchomiłem swoim zachowaniem?
– Nie. Jestem całkowicie zaskoczony – Malicki przecząco pokręcił głową.
– Kolejna sprawa, o której trochę mi niezręcznie mówić, jednak muszę zapytać. Chodzi o seks. Głównym celem snu stanowiło sprawdzenie nawiązania związku uczuciowego, tak wynikało ze słów babci. Ze względu na jego długość, kontakty łóżkowe stały się nieuniknionym, choć jak najbardziej minimalizowanym dodatkiem. Prawda?
– Tak i nie. Jak penie już wiesz, Katarzyna była zabezpieczona przed takimi sytuacjami, ja natomiast nie jestem hipokrytą i wiem, że miłość to nie tylko patrzenie sobie w oczy. Łucja nalegała. Zależało jej na poznaniu waszych uczuć, a nie twojej fascynacji ciałem Sonii no i przecież ciągle jesteś żonaty.
– Więc jednak postanowiliście dokręcić śrubkę – podsumował Przemek z dziwnym uśmieszkiem.
– Jeśli tak uważasz.
– Nie całkiem. Dlatego właśnie poruszam ten temat. Może się mylę, jednak wydaje mi się, że... z iloma paniami byłem w łóżku?
Starszy pan pomyślał chwilę i z zaciekawieniem spojrzał na młodego mężczyznę.
– Pytanie daje wiele do myślenia, czy chodzi tylko o... Martę?
– Proszę o szczerą odpowiedź.
– Sonia, Lidka i ewentualnie Marta, jeśli wierzyć plotkom, które krążyły o tobie, Sonii i Marcie.
– Przepraszam, mogę coś powiedzieć? – wtrącił Tomek.




środa, 27 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.12 Kim była Julia?

– A co do Elżbiety – wyznał Tomek – trochę mi głupio. Miałem ci powiedzieć, pokazać, jaka jest naprawdę. Niestety nie wyszło, akurat miałem Francję na głowie.
– Rzeczywiście szkoda, mogłeś powiedzieć.
Uśmiechnął się szelmowsko i dodał:
– Albo zaprosić do trójkąta.
– Mówisz poważnie? Chciałbyś wziąć ją na dwa baty? – zapytał z szerokim uśmiechem.
– Też! Niech poczuje ile straciła, puszczając się z kierownikiem z mojej firmy.
– Okej, a co z małą? – Wskazał brodą łóżko.
– Wyjaśnię. Zrozumie i zaakceptuje.
– To masz jak w banku. Wyobracamy Elżbietkę, a później zabierzemy twoje walizki i zrobimy papa.
Wybuchnęli śmiechem. W tym momencie nadszedł ojciec.
– Humory jak widzę dopisują – zagaił.
Owszem tato, powoli moje sprawy zaczynają układać coraz pomyślniej -odpowiedział młodszy syn.
– Bardzo się cieszę. Ja z Tomkiem pójdziemy pomóc panu Albertowi, natomiast ty trochę się odśwież i przebierz.
Kilkanaście minut później wypachniony, ubrany w czystą koszulę zszedł na dół. Przy zastawionym stole w dużym pokoju pełniącym rolę jadalni i salonu siedział już ojciec, więc bez słowa zajął miejsce obok. Wkrótce wszedł Tomek z dzbankiem herbaty oraz Albert niosący parujący półmisek.
– Świeżutka kaszanka – powiedział – wczoraj pomagałem robić sąsiadowi. W sklepach panowie takiej nie kupią . Nawet we Francji. Proszę się częstować, póki gorąca, bo taka najsmaczniejsza.
Podsunął talerz siedzącemu już Tomkowi. Natomiast Przemek bojąc się, że rozpoczną rozmowy na niezbyt interesujący go temat, zapytał:
– Znał pan już mojego brata?
– Oj... – zamyślił się gospodarz – chyba dzisiaj pierwszy raz się spotkaliśmy. Łucja kiedyś przyjechała z tobą, ale czy z panem Tomaszem? Nie, nie, na pewno nie!
– Spotkaliście się we śnie.
Albert spojrzał zdziwiony.
– We śnie? Jak, kiedy?
– Przyjechał w odwiedziny.
– Mój braciszek twierdzi, że tutaj zamieszkałem, miałem z Marią, mamą Lidki romans, a nawet dziecko – uzupełnił Tomek.
– Hahaha – wybuchnął śmiechem gospodarz. – To jakieś żarty?
– Dlaczego młodość Marii była okryta taką tajemnicą? – padło kolejne pytanie.
– O wielu osobach mógłbyś zadać podobne pytanie. Ich przeszłość nie była istotna, więc nikt jej nie wymyślał. Żadna tajemnica.
– W takim razie kim była Julia?
– Dokładnie nie wiem. Dziewczynki wymyśliły zakończenie, ale trzymały je w sekrecie. Julia była czyjąś krewną, a jej przodek był tutaj w czasie wojny. Szukając informacji o nim, miałeś otrzymać wyjaśnienie snu.
– Krewna, czyli starsza siostra Lidki. Pierworodna córka Marii i Bronisława.
– Hmmm, ciekawe. Mają dziewuchy pomysły. W każdym razie masz wytłumaczenie, dlaczego młodość Marii trzymana była w tajemnicy.
– Zna pan bajkę o Marcinie? – Przemek konsekwentnie kontynuował serię pytań.
– Oczywiście, wymyśliłeś ją i opowiadałeś przy różnych okazjach.
– A o Zosi Samosi i Magicznym Ptaszku?
– Nie, tej nie słyszałem.
– Wymyśliłem ją specjalnie dla Julii.
– Wiadomość o poszukiwaniach tej osoby trzymaliście do samego końca w tajemnicy, więc nie wiedząc o niej, nie mogłem słyszeć tej bajki.
– Lidia była akurat u Julii, a ja wykoncypowałem ją, jadąc do nich.
– Przemek, co ty gadasz? – wtrącił brat. Jeżeli, jak twierdzicie, sen się skończył zanim ją znalazłeś, to Lidka nie mogła być u niej!





wtorek, 26 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.11 Mylisz się dziadku

Albert wydął wargi i jakby w zamyśleniu pokiwał głową.
– Jestem pewien, że Tomek... mój brat... wesprze mnie – kontynuował – pojedzie do miasta, kupi namiot, materac, śpiwór i prowiant. Rozbiję go gdzieś pod płotem i będę czekał.
– O, nie ma takiej potrzeby. Jest pusty pokój, ten z kolorową pościelą, pamiętasz prawda? Możesz mieszkać w nim, jak długo chcesz.
– Wcale mnie nie cieszy, że jest pusty – stwierdził zduszonym głosem.
– Wiesz Przemku, czytałem o takich ludach plemionach czy też wioskach... o nawet pan Fiedler w swojej książce, zaraz... jak ona się nazywała? Coś od bananów... dzikie banany lub jakoś tak. W trakcje swojej podróży po Wietnamie to było jeszcze przed wojną z amerykanami, trafił do wioski zamieszkałej chyba przez Tajów. No i zgodnie z tradycją dobry gospodarz, żeby uhonorować gościa, zaofiarował mu na noc towarzystwo swojej córki. Ja Przemku niestety taki gościnny nie jestem.
– Mylisz się dziadku, może teraz jeszcze nie jesteś, ale będziesz!
W tym momencie oboje się roześmieli.
– Hmmm... dziadku? Podjąłeś bardzo poważne zobowiązanie i będę cię trzymał za słowo!
– Panowie są świadkami! – dodał, zwracając się do Stanisława i Tomasza.
– Oczywiście – ochoczo przytaknął Tomek.
Odwracając się bokiem, Malicki wskazał ręką schody na piętro.
– Proszę na górę, są wolne trzy pokoje, możecie się rozlokować jak wam wygodnie.
– Kiedy? – zapytał Przemek, nie ruszając się z miejsca.
Napotykając zdziwione spojrzenie pana Alberta, powtórzył:
– Kiedy zobaczę Lidię?
– Dostałeś zdjęcie prawda.– Nie było to pytanie, tylko stwierdzenie.
– Tak.
– Na początku chciała, abyś zobaczył je zaraz po przebudzeniu. Przekonaliśmy ją, że powinniśmy poczekać, zobaczyć jak się zachowasz, co zrobisz. Gdy zamiast powrócić do domu i żony pojechałeś do Torunia, zażądała, żebyś je dostał i sama też zamierzała pojechać do ciebie. Jeszcze tego samego dnia zmieniła zdanie, postanowiła poczekać kilka dni. Nazajutrz postanowiła zadzwonić, ale w ostatniej chwili zrezygnowała i tak wielokrotnie zmieniała swoje zamiary. Ania, jej mama opowiadała, że wpadała w entuzjazm, a po chwili przygasała.
Twarz Przemka w miarę słuchania pochmurniała.
– Czy to, co napisała w dedykacji o swoich uczuciach, było prawdą?
– Sam ją zapytaj, będzie w środę – odpowiedział wesoło Malicki. – Choć moim zdaniem twoje wątpliwości są całkowicie nieuzasadnione.
Spojrzał z niedowierzaniem na gospodarza.
– Teraz? W tę środę?
– Gdy dowiedziała się, że jedziesz do mnie, postanowiła jak najszybciej spotkać się z tobą. Przyjedzie z mamą, a Ani najbardziej pasuje środa. A teraz proszę się rozgościć, zaraz przyszykuję poczęstunek. Zjemy, wypijemy po kieliszku i pogwarzymy.
Nadzieje rychłego spotkania ukochanej dziewczyny ze snów, przepełniła Przemka ogromną radością. Potakująco skinął głową i szybko wszedł po schodach na piętro do pokoju, w którym tak niedawno nocował. Podszedł do łóżka nakrytego pościelą w misiaczki, położył się na nim i mocno przytulił do twarzy do poduszki. Z jej głębi poczuł ulotny zapach szamponu, zapach jej włosów, zapach przywołujący tysiące cudownych wspomnień.
Marzenia przerwał śmiech starszego brata stojącego w drzwiach pokoju.
– Domyślam się, że sypiała w tym wyrku, ale to nie powód, żebyś gwałcił kołdrę – naigrawał się Tomasz.
Zerwał się gwałtownie, spróbował uśmiechnąć się i ze swadą żartobliwie odpowiedzieć, zamiast tego po policzkach spłynęły łzy.
– Nawet nie wiesz, co teraz przeżywam – stwierdził smętnie.
– Wiem! Dlatego zostałem i przywiozłem cię tutaj.
– Jesteś wielki. Prawdziwy starszy brat.
Mocno objęli się ramionami.




piątek, 22 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.10 Nie wyjadę!

Zamknął oczy, zamyślił się głęboko. Wspomniał poprzednią podróż do Kreskowic sprzed paru dni, gdy wraz z przejechanymi kilometrami i upływem kolejnych minut zatracał coraz większe fragmenty ze swojego niezwykłego snu, teraz działo się na odwrót. Dlaczego?
Jedyna logiczna jego zdaniem wyjaśnienie pojawiało się równie nagle, jak wspomnienie o pobycie brata. Zaliczył test lub spełnił jakiś warunek i w nagrodę odzyskuje utraconą pamięć. Takie zadanie mógł postawić tylko nieznany pan AB. Odpowiedź rodzi kolejne pytania: co chciał przez to uzyskać i jaki w ogóle miał interes uczestnicząc w tym śnie?
Nie zwrócił uwagi na sugestię ojca, żeby Tomasz zjechał z drogi w kierunku dużego sieciowego sklepu spożywczego. Machnięciem ręki zbył propozycję uczestnictwa w zakupach. Pomyślał o Lidii, otrzymanej fotografii z deklaracją miłości. Czemu nie zadzwoniła do niego? Przecież wielokrotnie rozmawiała z babcią. Dlaczego nie napisała choćby grzecznościowego SMS-a w stylu: „Jak się czujesz”?
– Przemku obudź się, dojeżdżamy!
Wzdrygnął się na głos ojca, zdziwiony rozejrzał dookoła.
– Zasnąłem?
– Gdy wróciliśmy ze sklepu, spałeś jak niemowlę.
– Gdzie jesteśmy?
– Naprawdę nie poznajesz? Właśnie mijamy twój pagórek.
– Same chaszcze – stwierdził Tomek – Jeśli naprawdę chcesz dotrzymać obietnicy i postawić w przyszłym roku dom, musisz ostro wziąć się za robotę.
– Jeszcze nie mój, ale będzie... gdy będę wyjeżdżał – powiedział stanowczo w stronę ojca.
– I ona też będzie – dodał z przekonaniem.
Podnosząc kciuk do góry, Tomek spojrzał na niego w lusterku wstecznym.
– I tak trzymać bracie!
Zajechali przed dom Malickiego, zanim zdążyli wyjść z auta, gospodarz wybiegł na spotkanie.
– Witam, witam! – zakrzyknął z szerokim uśmiechem. – Bardzo się cieszę z państwa przyjazdu. Tak przyjemnie poprzednio gawędziliśmy, że po telefonie Łucji co rusz podchodziłem do okna spojrzeć drogę.
Kolejno mocno potrząsają, uścisnął dłoń Stanisława i Tomasza.
– Słyszałem, że pan to światowy człowiek z Francji. Piękny kraj, zawsze chciałem tam pojechać, pozwiedzać. W czasie wojny był tutaj jeden taki francuz, właściwie szkop, ale urodził się we Francji. Czasami jak przyniosłem jabłek czy innych owoców pogadał ze mną i poopowiadał. Tylko wtedy byłem mały brzdąc i niewiele pamiętam, najbardziej to, że są tam piękne kobiety. A pan jak uważa?
– Owszem jest wiele pięknych, zdarzają się też mniej ładne tak jak wszędzie.
– Tu się z panem nie zgadzam. Trochę czytam, telewizję oglądam, a i internet nie jest mi straszny. Są państwa, gdzie ładnych jest więcej, a są gdzie mniej.
– Ja bym to ujął inaczej: w pewnych rejonach kobiety starzeją się i brzydną szybciej, stąd bierze się ta różnica.
– Tutaj trafił pan w sedno, bo widzi pan, oglądnąłem niedawno program...
Przerwał, odwracając się do nadchodzącego Przemka, który do tej pory stał przy samochodzie i rozglądał się po okolicy. Uścisnęli dłonie i chociaż z uśmiechem spojrzeli sobie w oczy, ich spojrzenia były czujne i badawcze. Stali naprzeciw siebie jak dwaj obcy wojownicy, którzy zastanawiają się, czy są sojusznikami i zaraz pójdą wypić razem garniec wina, czy może wrogami i stoczą walkę na śmierć i życie.
– Witaj Przemku.
– Witam nie wyjadę dopóki nie spotkam się z Lidką! – Całe zdanie wypowiedział szybko, na jednym tchu.





wtorek, 19 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.9 Wielki znak zapytania

– Pradziadek Marian powiedziałby: „Credo, quia absurdum”, co oznacza w zrozumiałym dla was języku: ” Wierzę, bo to jest niedorzeczność” – wtrącił uszczypliwie ojciec.
– Nie całkiem tato – zaprzeczył Przemek.
– Swoimi zaprzeczeniami, kolejnymi sprzecznymi informacjami i wnioskami, które na dodatek, o ironio, nazywasz logicznym myśleniem, tworzysz mętlik w głowie nie tylko sobie, ale również nam.
– Wszystko zależy od punktu widzenia. Staram się patrzeć ze wszystkich stron pod różnymi kątami.
– I cóż takiego wypatrzyłeś?
– Wielki znak zapytania.
Roześmiał się i dodał:
– I przesuwającą się kotarę zasłaniającą coraz większy obszar pamięci, którą ktoś nagle zaczął ciągnąć w przeciwną stronę.
– O kim myślisz?
– Pewne fragmenty miałem zapomnieć, tak mówiła babcia, ustaliła to z panem Albertem, więc on odpada. Dziewczyną zapewne też niezbyt zależy, żebym pamiętał tamte sceny z ich dublerkami, zresztą wątpię, aby mogły wpływać na moją pamięć. Zostaje tajemniczy pan AB.
– O którym nic nie wiesz, więc przestań zgadywać i zostaw rozważania na później.
– Dobrze tato, zrobię sobie relaks przed rozmową z panem Malickim.
– Ej! Miałeś opowiedzieć, co sobie przypomniałeś o swoich laskach – dopytywał Tomek coraz bardziej znudzony ich wcześniejszymi rozważaniami.
– To są takie mgliste wspomnienia – próbował się wykręcić Przemek.
– Wsio ryba, może być bez szczegółów. Opowiadaj, dopóki pamiętasz – ponaglił.
– Przypomniałem sobie piersi Sonii. Są, choć może powinienem powiedzieć, były śliczne. Miała naprawdę cudne cycuszki.
– Faktycznie, jeśli teraz jest już babcią, to te jej, jak twierdzisz wspaniałe krągłości, należą do dość odległej przeszłości.
– Chwilę później zobaczyłem ją całkiem nagą i Lidkę i nas razem, we troje w łóżku. One Leżą na boku zwrócone twarzami do siebie. Całują się, głaszczą po ramionach, biodrach, udach. Macają sobie nawzajem piersi, paluszkami bawią się sutkami. Ja leżę na łyżeczkę za Sonią. Nasze ruchy stają się coraz szybsze, mocniejsze. Wtedy dłoń Lidki wędruje na podbrzusze Sonii i niżej. Czuję jej gmerające paluszki i Sonia dochodzi. Zmieniam miejsce, kładę się za Lidką. Sonia mocno się do niej przytula, bardzo lubi odczuwać całym ciałem jej orgazm. Jeden, później drugi. Wiem, że Sonia jest tym podniecona, więc wracam do niej i następuje powtórka. Następnie kładę się na Lidce. Obejmuje mnie rękoma, czasem nogami. Na zmianę całujemy i bawimy się jej cycuszkami, aż zaliczy kolejne dwa orgazmy. Lidka jest bardziej namiętna, dochodzi szybciej i częściej. Sonia często żartowała o jej potrzebach. Mówiła: Lidka otrzymując jeden orgazm jest zła, dwa smutna, trzy obojętna, cztery zadowolona a prawdziwe szczęście daje jej pięć i więcej. To oczywiście żarty. Bywały szybkie numerki tylko z jednymi i nie narzekała.
– Doliczyłem się czterech.
– No wiesz, wcześniej było preludium. Często zaczynały same, a ja ze swoimi paluszkami i językiem dołączałem troszkę później.
– Bracie, nigdy bym nie przypuszczał, że jesteś takim ogierem – zaśmiał się Tomasz. – Niby tylko sen, ponoć jednak w znacznym procencie sprawdzalny.
– To właśnie jedna z tych sprzeczności, o których ciągle myślę. Właśnie zastanawiam czy to nie z tego powodu odzyskuję pamięć tych scen. Na razie dajmy temu spokój. Jutro pójdziemy pospacerować na pagórek i sobie pogadamy.



piątek, 1 kwietnia 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.8 Kochasz Joannę?

Śmiech Tomka wypełnił wnętrze samochodu.
– Coraz bardziej ci współczuję. Naprawdę musiałeś przeżyć ogromny szok po przebudzeniu się w szpitalu, gdy zamiast kółeczka dziewczyn wkoło siebie, zobaczyłeś tylko Elkę.
Przemek zapatrzył się w okno na mijany krajobraz. Czuł narastającą gulę w gardle, żal za utraconym bajkowym światem wcale nie minął. Częściowo tłumiła go nadzieja na, chociaż częściowe odzyskanie sennych mrzonek.
– Pierwszą dziewczynę podsunęła ci Sonia, gdy już chciała z tobą zerwać?
– Wcześniej.
Kierowca spojrzał zdziwiony w lusterko wsteczne na brata:
– Sądziłem, że z początku wszystko między wami idealnie się układało.
– Tak, później też. Natomiast, analizując wypowiedź babci, zastanawiam się nad udziałem Alberta w tym donosie Sonii.
– Po co miałby to robić?
– W młodości spotykał się z jej mamą i wyraźnie zasugerował nam, że później również z córeczką.
– Hipoteza szyta dość grubymi nićmi.
– Młody nie jest, mógł wykorzystać sen do odświeżenia wspomnień.
– Ile ma lat?
– W czasie wojny miał kilka, więc teraz jest koło osiemdziesiątki.
– Sądzisz, że od początku myślał tylko o tamtej dziewczynie i jej mamie?
– Nie wiem Tomasz, tak sobie tylko gdybam.
– To przestań i opowiedz o tamtej dziewczynie.
– Żeby zrozumieć, dlaczego Sonia ją przyprowadziła, musiałbym wyjaśnić teorię kręgu i jego powstanie. A wcześniej opowiedzieć dalej o kamieniach.
– Nawijaj, słuchamy cię uważnie. Prawda tato? – zachichotał.
– Być może, gdy zacznie mówić o bardziej konkretnych sprawach, zacznę słuchać – odparł poważnie ojciec.
– Masz rację tato. Przepraszam.
 Wyluzuj Przemysław – zarechotał starszy brat. – Tato mówi tak, jak ojcu wypada powiedzieć, co wcale nie oznacza, że nie chciałby posłuchać o twoich podbojach miłosnych.
Senior skwitował te słowa wzruszeniem ramion oraz pełnym dezaprobaty pokręceniem głowy. Natomiast młodszy z braci wpatrzony w mijane pola rozpłaszczył nos na bocznej szybie. Jednak gdyby ktoś przyjrzał mu się uważniej, ze zdziwieniem stwierdzi, że ma zamknięte oczy. Milczenie przeciągało się przez kolejne minuty. Tomek kilkakrotnie zerknął w tył na brata, aż w końcu zniecierpliwiony brakiem reakcji zapytał:
– Nad czy tak dumasz? Czyżby wspomnienia tamtej dziewczyny tak cię poruszyło?
Nie odpowiedział. Oderwał twarz od okna, usiadł prosto i zapatrzony w swoje dłonie bawił się palcami.
Po kolejnych minutach zapytał:
– Kochasz Joannę?
– Nie! – padła szybka, zdecydowana odpowiedź.
– Czuję mętlik w głowie. Totalny kołowrót. Moje wspomnienia są jak kłąb poplątanego sznurka, ale...
Przerwał. W zamyśleniu powoli poczynając od kciuka, kolejno łączył opuszki palców.
– Co, ale? – przynaglił Tomek.
– Całkiem niedawno mówiłem o ciągłym coraz szybszym kasowaniu moich wspomnień. Nagle przypomniałem sobie o tobie, twoim pobycie. Czyli o wspomnieniu, które było już znacznie wcześniej wykasowane, a okazało się, że istnieje, zostało tylko, gdzieś tam w czeluściach mojej pamięci, ukryte. Inne również. Nie zostały wymazane i nagle, właśnie wtedy, gdy przypomniałem sobie o twoim związku z Marią, zaczęły powracać. Dziwne prawda?