Menu

sobota, 12 marca 2016

Tramwaj

Jechałem wieczorem tramwajem, był wyjątkowo pusty, jak za dawnych czasów, gdy w tv puszczano „Niewolnicę Izaurę”. Wszystkie miejsca siedzące wolne, nie chciało mi się daleko iść – więc usiadłem przy drzwiach. Jechałem sobie w takiej ciszy i spokoju dwa przystanki, na trzecim, do tramwaju wtarabaniła się baba. Może niezbyt stara, ale wielka i tłusta, wielka to nie znaczy wysoko, po prostu bardzo, bardzo obszerna. Z wielkim wysiłkiem, ciężko i głośno sapiąc – wgramoliła się po stopniach, kurczowo uchwyciła poręcz i dysząc, mimo że tramwaj dalej był pusty i wszystkie miejsca wolne, stanęła nade mną.
– Może młody człowieku ustąpiłbyś mi miejsca – wysapała, owiewając mnie przy tym odorem płynącym z ust.
Przelotnie spojrzałem na nią, całkowicie zaskoczony, po chwili, ignorując zaczepkę, odwróciłem głowę ku szybie, oglądając mijany krajobraz. Obojętnie tylko z pozoru, bo w środku lekko się we mnie zagotowało. Młody człowieku? – pomyślałem zdziwiony, przecież mogłem być od niej młodszy pięć lat, nie więcej. W końcu to nie moja wina, że w przeciwieństwie do tej baby, byłem w miarę zadbany, szczupły. Każdemu wolno dorabiać po godzinach na ciuszki, w wolnych godzinach pospacerować lub pojeździć rowerem. Wydać trochę kasiory na kosmetyki, fryzjera, czy nawet w miarę potrzeby na kosmetyczkę. A tłuste babsko, co widać po obciążających jej ręce torbach, obżerała się nie tylko w pracy, ale i w domu. Ciekawe jak mąż się do niej dobierał przez te zwały tłuszczu? Rzuciłem szybkie dyskretne spojrzenie na jej dłonie, na prawym był tylko pierścionek, obrączka na lewej. Widocznie którejś nocy zadusiła swojego małżonka na amen!
Tramwaj szarpnął, ruszając, wielkie cielsko przydusiło mnie w oparcie. Nadal ciężko dysząc, wyrzuciła z siebie stek słów:
– Ty altruisto zatracony, bezwstydny beduinie, belfegorze w ludzkiej skórze.
W końcu, mimo że do przejechania miałem jeszcze kilka przystanków, wstałem i przeciskając się między cielskiem, a poręczom stanąłem przy drzwiach. Po raz pierwszy odezwałem się do niej, bardzo miłym i uprzejmym głosem, starałem się nie okazywać swojego wzburzenia:
– Nie wiem, co pani chce ode mnie, ale naprawdę bardzo trudno z panią wytrzymać, więc wysiadam!
– Nie trzeba od razu wysiadać – odburknęła – wystarczy się przesiąść.
– Równie dobrze pani mogła usiąść na innym miejscu – odparłem – niż być taka nachalna.
– Młody człowieku nie bądź złośliwy. Traktuję cię jak matka! Chciałam cię po prostu wychować.
– Po pierwsze nie jestem młodym człowiekiem, po drugie nie chciałbym mieć takiej matki. Widocznie była pani od dawna niedoruchana, chłopa pani po prostu trzeba!
– Kultury wam młodym naprawdę brakuje – powiedziała, ciężko siadając, aż krzesełko niebezpiecznie zaskrzypiało.
Naprawdę nie wiem, co mi strzeliło ani dlaczego tak zrobiłem, w każdym razie cała ta atmosfera sprowokowała mnie. Przeszła mi przez głowę pewna myśl, która spowodowała wzwód, więc bez dalszych ceregieli rozpiąłem rozporek i wyciągnąłem na wierzch swojego drągala. Jak to się mówi: szczena opadła jej na dół, a z zaokrąglonych ze zdziwienia oczu pociekły łzy.
Wtedy, zapinając już rozporek i wysiadając z tramwaju, zrozumiałem:
Jestem wielką świnią – na kilka sekund pokazałem jej raj, do którego ona nie będzie miała już nigdy dostępu!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz