Menu

niedziela, 13 marca 2016

Szatan Rozdz.1 - Szedłem przez pusty park

Szedłem na skos przez pusty park, wkurzony na cały świat, na życie, na kobiety – całkowity dół. Złość mnie tak zaślepiała, że nie zauważyłem, że nie jestem sam. Dość mocno potrąciłem jakąś kobietę idącą z naprzeciwka.
– O Jezu – krzyknęła.
Wnerwiło mnie to:
– Jezu? Jaki Jezu? Co Jezu? Jezu siedzi sobie gdzieś tam za piecem albo ucztuje przy zastawionym stole, mając nas głęboko w dupie!
Stanąłem przy niej, spojrzałem z nienawiścią, zapytałem głośno:
– Na cholerę ci Jezu? Myślisz, że coś ci pomoże?
– Jezus wszystko może – odpowiedziała, podnosząc się.
Wkurzony już na maksa wrzasnąłem:
– Myślisz, że cię obroni - jak będę chciał, dać ci w pysk?
Spojrzała na mnie z przestrachem i chciała się szybko oddalić. Chwyciłem ją za rękę, mocno szarpnąłem:
– No pytam się przecież, sądzisz, że ci pomoże? Mogę zrobić, co zechcę i co będę chciał, jestem równie wielki, jak Jezu!
I żeby to udowodnić, walnąłem otwartą ręką w jej pomarszczony policzek. Odgłos klaśnięcia zlał się z jej okrzykiem przerażenia i bólu. Ponownie upadła na kolana.
– Dalej sądzisz, że Jezu ci coś pomoże? Nadal myślisz, że on jest zainteresowany twoją marną osobą? Wstawaj głupia baba!
Posłusznie wstała, przerażenie malowało się na jej twarzy, a bladość jednego policzka kontrastowała z czerwienią drugiego, wyglądała groteskowo śmiesznie. Moja niechęć do niej, już wystarczająco duża, jeszcze bardziej wzrosła. Miałem ochotę wdeptać ją w ziemię!
– No co, głupia krowo, naprawdę wierzysz, że Jezus ma ochotę cokolwiek ci pomóc?
– Wola Boże – odpowiedziała kobieta.
– A moją wolą jest dać ci kopa w dupę! I jak sądzisz, czyja wola jest silniejsza? Odwróć się do tyłu!
Otumaniona strachem, bólem, zaskoczeniem posłusznie się odwróciła. Kopnąłem ją w chudą dupę, aż poleciała twarzą na żwir alejki.
– No i widzisz, kto jest bogiem? – zaśmiałem się ironicznie. – Módl się za mnie i całuj moje buty – podsunąłem zakurzonego kamasza pod nos.
Brak reakcji z jej strony. Na szczęście już trochę ochłonąłem, wziąłem ją za szmaty, podniosłem do góry. Spojrzałem na jej posiniaczoną, pokaleczoną twarz, splunąłem z pogardą:
– Właściwie, to nie chcę, żebyś się do mnie modliła szmato. Jesteś zerem, zwyczajnym ścierwem niegodnym mojej boskości. Spieprzaj do domu, naskarż się do swojego chłopa i więcej nie pokazuj mi się na oczy, bo cię wetrę butami w trawę!
Odeszła szybko, a ja poszedłem dalej w swoją stronę.
Kilka dni później, już w innym mieście, z racji mojej pracy często zmieniałem miejsce pobytu, łaziłem znowu po ulicach wkurzony, bo moja lala, w niedzielę, zamiast pojechać na łączkę, nad jeziorko, porobić szmery rowery, bura-bura, wolała pójść do kościoła. Idę ja ulicą, wieczór i choć jeszcze widno, widocznie puszczali coś w tv, bo wkoło pusto. Patrzę, idzie młoda jeszcze kobieta chodniczkiem, jakiś piesek na nią zaszczekał, a ta jak nie wrzaśnie:
– O Jezu!
Nawet nie wiecie, jak mnie to wkurzyło, aż w bebechach zatrzęsło, znowu to „o Jezu”! Znowu jakaś dewota wzywa Jezusa.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz