Menu

wtorek, 1 marca 2016

Miasto prostytutek Rozdz.1 - To jakieś nieporozumienie

Kończyła zmywać naczynia po obiedzie, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Pośpiesznie zdjęła fartuszek, wytarła dłonie do sucha, poszła otworzyć.
- Pani Parc? – W progu stał młody mężczyzna z przypiętą na piersi gwiazdą szeryfa.
- Tak – odparła, zastanawiając się, co sprowadza do niej przedstawiciela prawa.
- Witam, nazywam się Robertson, jestem zastępcą szeryfa – przywitał się przybysz.
- Witam, co pana sprowadza do mnie? – Zapytała.
- Mam panią doprowadzić do biura szeryfa, jest pani oskarżona o nielegalną prostytucję – powiedział to bez mrugnięcia powieki, patrzył jej prosto w oczy.
- To jakieś nieporozumienie – zaśmiała się nerwowo, a jej łuki brwiowe ze zdziwienia podeszły pod cebulki włosów.
Sprowadziła się do miasteczka trzy miesiące temu, w dwa tygodnie po rozwodzie. Owszem spotkała kilku mężczyzn: pośrednika nieruchomości i fachowców do drobnych jednodniowych prac remontowych, ale od sześciu miesięcy, od czasu, gdy Henry jej już obecnie były mąż, oświadczył, że chce rozwieść się z nią, nie miała żadnych kontaktów seksualnych.
- Najprawdopodobniej – mężczyzna ugodowo przytaknął – niemniej jednak dostałem polecenie doprowadzić panią do biura szeryfa i sama pani rozumie, muszę je wykonać, taka moja praca. Na miejscu wszystko szeryf wyjaśni.
- Dobrze – zgodziła się, zresztą nie miała innego wyjścia, zastępca szeryfa musiał wykonać polecenie i jej opór nic by nie dał – tylko się ubiorę.
- OK.
Nie został przy wejściu, wszedł do salonu, usiadł na fotelu i czekał. Pozycja, którą zajął, umożliwiała obserwację drzwi wyjściowych i kuchni, w której znajdowało się drugie wyjście.
- Czyżby myślał, że ucieknę. – Pomyślała już naprawdę zdenerwowana Katie Perc.
Przebranie zajęło jej kilka minut, zamieniła krótką spódniczkę na spodnie, na wierzch założyła żakiet, a stopy wsunęła w wygodne czółenka. Przez chwilę zastanawiała się, czy zrobić makijaż, ale zrezygnowała. Według niej zbyt mocny zawsze symbolizował kobietę rozwiązłą, więc skoro próbowana ją oskarżyć o taką profesję uznała, że stosowniej będzie pozostawić twarz bez upiększeń.
Jazda służbowym samochodem z namalowaną gwiazdą zajęła niecałe 10 minut. Milczeli, nie liczyła ze strony Robertsona na żadną konkretną informację, a nie miała nastroju na pogaduszki o pogodzie.
Szeryf siedział za biurkiem wpatrzony w leżące na nim dokumenty. Spojrzał przelotnie na wchodzących i krótko rozkazał:
- Do czwórki!
- Dzień dobry – głos Katie drżał ze zdenerwowania. – Mógłby mi pan szeryfie wytłumaczyć, o co chodzi?
- Sędzia Johson podpisał nakaz aresztowania pani pod zarzutem uprawiania nielegalnej prostytucji. – Wyburczał, nie podnosząc głowy. – Zostanie pani zatrzymana do czasu procesu. Za godzinę powinien się pojawić wyznaczony obrońca. Ma pani szczęście jest jednym z najlepszych, zajmuje pierwszą pozycję w liście oczekujących na awans do stanowiska prokuratora.
Kiwnął głową, a jego zastępca zdecydowanie ujął kobietę pod ramię i poprowadził w kierunku dalszej części budynku. Uścisk był tak mocny, że cicho syknęła z bólu i bez oporów pozwoliła się zaprowadzić do celi nr 4. W niewielkim pomieszczeniu znajdowała się drewniana prycza z cienkim materacem, małą poduszeczką i złożonym w kostkę kocem. W kącie blaszana ubikacja obok miska i dzbanek z wodą, pod ścianą naprzeciw łóżka stał stół i dwa taborety. Usiadła na jednym z nich, oparła łokcie o blat stolika i głęboko się zamyśliła. To jakieś majaki, była pewna, że to koszmarny sen i wkrótce się obudzi u siebie w domu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz