Menu

środa, 16 marca 2016

Szatan Rozdz.4 - Mały haczyk

– Nie bardzo rozumiem?
– Oj, chyba rozumiesz! Po prostu przyszła już twoja godzinka! Przyszła kryska na Matyska, jak to powiadają u was.
– Chcesz mnie zabrać do piekła?
– Piekła? Hahaha – jego śmiech był coraz bardziej denerwujący – I niby co? Miałbym cię przypiekać na ogniu, gotować we wrzącej smole, skuwać łańcuchami czy na Madejowym łożu męczyć? Tak? Tak myślisz? Tak powinien postępować Pan ze swoimi wyznawcami, czcicielami, z tymi którzy go wielbią? – tym razem już mówił poważnie, bez śmiechu. – Przecież to byłoby bardzo głupie, nie sądzisz?
– No tak rzeczywiście, masz rację – przyznałem po chwili zastanowienia – więc piekło nie jest takie, jak je opisują?
– Hmmm, nie jest takie, jak opisują? Może nie jest. Widzisz, tutaj jest taki mały haczyk, właściwie to się dziwię ludziom, że sami nigdy do tego nie doszli.
– To znaczy? Jaki haczyk – mój niepokój, który opadł, gdy stwierdziłem, że piekło nie jest takie straszne, zaczął rosnąć. – Co to znaczy, możesz powiedzieć jaśniej?
– No tak, kościół, wam ludziom zamącił całkiem w głowie, właściwie to dbał o swojego szefa, inni guzik go obchodzą i w sumie to i racja! Ale, no właśnie jest, ale! Na pewno słyszałeś, że ja kiedyś byłem aniołem! A jak myślisz, czy anioł może być tak dogłębnie zły? Przecież aniołowie to są istoty dobre, opiekujące się ludźmi. Nawet dzieci powtarzają: „Aniele stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój”. Ja też taki byłem, owszem byłem bardzo dobry, bardzo miły. I co? Sądzisz, że nagle szajba mi odbiła? Zwariowałem, zgłupiałem? Nie, po prostu miałem inne zdanie na pewne tematy. Na przykład na temat miłości, uważam, że w tym wypadku Bóg był bardzo staroświecki, bawił się w jakieś udziwnione moralności, dyrdymały. A przecież miłość, seks to jest piękna sprawa, więc dlaczego ludziom tego zabraniać? Dlaczego zabraniać kochania, a nakazywać tylko myślenie o rozmnażaniu? Skoro zostali obdarzeni pewnymi narządami, to niech z nich korzystają, niech dzięki nim budują swoją radość, takie jest moje zdanie. Stary był jednak odmiennego zdania, twierdził, że ludzie powinni tylko klęczeć, klepać te wyliczanki, patrzeć się w niebo i czekać aż łaskawie zabierze ich do siebie. Ja twierdziłem, że powinno być inaczej, powinni się ludzie bawić, weselić, żyć jak najszczęśliwiej. No niestety, moje argumenty nie bardzo przemawiały do szefa i postanowił się mnie pozbyć, dał mi kopa w tyłek i stwierdził, że ewentualnie mogę sobie stworzyć świat z takimi ludźmi i żyć gdzie indziej.
– I....?
– Ja stworzyłem taki świat, tylko to nie jest piekło, to jest właśnie czyściec. To jest właśnie dla takich ludzi, których w niebie nie chcą, bo za dużo balowali, a za mało się modlili, ale na piekło absolutnie nie zasłużyli, bo przecież uznanie ich za grzeszników jest dosyć problematyczne. Piekło jest, owszem, chociaż nie mieszka tam żaden szatan ani nikt taki, a jak tam jest? Wkrótce się o tym przekonasz. Gdybyś był grzecznym, miłym, inteligentnym chłopcem to byś to zrozumiał.
– Czyli?
– To ty i tacy jak ty są tam jednocześnie diabłami, szatanami i męczennikami. Hahaha!




wtorek, 15 marca 2016

Szatan Rozdz.3 - Jakiś hologram?

Późnym wieczorem wracałem do domu, wszedłem już na swoją małą, ślepą uliczkę, na której spędziłem dzieciństwo, młodość i część dorosłego życia. Na środku chodnika, na wprost mnie stał młody przystojny mężczyzna. Patrzył się na mnie. Ja też spojrzałem mu głęboko w niebieskie, lazurowe jak niebo w słoneczny dzień, oczy. Dziwne, że dostrzegłem ich kolor w słabym świetle rzadko rozstawionych lamp. Co mi tam, zacisnąłem dłonie w pięści, zdecydowanie kroczyłem ku niemu. Pewnie jakiś zakochany młody chłoptyś odprowadził swoją lubą i zapomniał o bożym świecie, a teraz stoi jak ten słup na środku chodnika.
– Witaj Bogusławie – to nagłe jego odezwanie się zaskoczyło mnie tak samo, jak znajomość mojego imienia, przez tego, całkiem obcego faceta. Stanąłem jak wryty.
– Czego? – warknąłem.
– Chciałem porozmawiać- powiedział uprzejmie.
– Spadaj dziadu – powtórnie warknąłem.
Uśmiechnął się, a jego uśmiech wydał mi się strasznie głupi. Machnąłem zaciśniętą pięścią, celując w jego różowiutki, młodzieńczy policzek. Nie miał żadnych szans się odsunąć, to był morderczy, zwalający z nóg cios, ale on nawet nie drgnął, moja dłoń po prostu przeleciała przez niego, przez jego nadal uśmiechniętą twarz!
– O kurwa! Jakiś pieprzony hologram czy co?
Ostrożnie wyciągnąłem dłoń przed siebie. W miejscu, w którym powinienem dotknąć marynarki, poczułem opór, szorstkość materiału. Pomacałem go – materiał – zwyczajny, pieprzony materiał! Pchnąłem lekko, palce nie weszły daleko, oparły się o ciało pod ubraniem.
– O kurwa – powiedziałem po raz drugi.
I niewiele dalej myśląc, wygarnąłem z lewej ręki, tym razem kierowałem cios na mostem, uderzenie w serce jest równie, a może nawet bardziej skuteczne, jak uderzenie w twarz. Ręka bez oporu przeszła przez materiał i przez to, co było pod spodem, cokolwiek by to było.
Tym razem już całkiem ogłupiały patrzyłem na jego uśmieszek.
– Na swojego Pana podnosisz rękę? – zapytał ciepło.
– Pana? – powtórzyłem pytająco oburzony.
Spróbowałem jeszcze jednej sztuczki, kopnąłem go między nogi, w które miejsce każdy facet bardzo ceni. To znaczy - chciałem kopnąć, noga przecięła powietrze, zachwiałem się - o mało nie przewróciłem, od czego uratowało mnie cofnięcie się dwa kroki w tył.
– Tak, jestem twoim Panem, którego wyznajesz i uznajesz – cały czas się uśmiechał i mówił ciepłym głosem.
– Kim do licha jesteś?
– Jestem Szatanem!
– Wcale go nie przypominasz.
– Naprawdę? Bo nie mam rogów i ogona i szkaradnej twarzy? Hahaha – zaśmiał się donośnie młodzieniec. To są tylko ludzkie plotki, bo skąd możecie wiedzieć - jak naprawdę wyglądam?
Chcesz powiedzieć, że jestem pierwszy, któremu się pokazałeś?
– Nie, widzisz - ci, którym się pokazuję, nie mają już zbyt wiele czasu, żeby o mnie opowiadać. Hahaha – powtórnie się zaśmiał.




poniedziałek, 14 marca 2016

Szatan Rozdz.2 - Spojrzała oburzona

Podchodzę do niej i pytam:
– Po co ci Jezu? W sumie niezła jesteś laska, a już Jezusa bez przerwy wzywasz.
Spojrzała na mnie oburzona, że śmiałem się odezwać.
– Odczep się chamie ode mnie!
Ooo to było za dużo: Jezus i cham! Bez namysłu walnąłem ją pięścią w brzucho, skuliła się.
– No widzisz lala – gadam do niej spokojnie – wzywasz Jezusa na pomoc, a on nic. A tu przychodzi cham i robi z tobą, co zechce! I kto tu jest większy? Jezus czy cham?
Zanim zdążyła się obejrzeć, przywaliłem jej z piąchy po głowie, by całkiem uklękła na glebie.
– Nie bądź lala taka mądra, bo mogę z tobą zrobić wszystko, co zechcę. Jezus tu jest pionkiem, tak naprawdę tym wszystkim rządzi kto inny, taki jeden z rogami całym tym światem trzęsie i ja robię to, co mi każe.
I lutnąłem jej z kopyta w bok, aż się przewróciła. Nawet nie pisnęła, może i dobrze, bo mi złość w tym czasie przeszłą. Pewnie, gdyby zaczęła krzyczeć albo coś, to by mnie wnerwiła do reszty, bym jej dołożył fest! Dałem jej spokój i poszedłem sobie.
Nie uszedłem daleko, na sąsiedniej ulicy, też cichej i spokojnej stał jakiś facio i krzyczał:
– O Jezu, Jezu co ja teraz zrobię.
Podchodzę do niego i, mimo że cały się w środku trzęsę z nerwów, spokojnie pytam:
– Co się gościu stało? Może w czymś ci pomóc?
– Oj panie, nieszczęście mnie spotkało. Po wypłacie poszedłem z kolegami, piwko, no góra dwa wypiliśmy, wracam do domu, patrzę - a tu wypłaty nie ma! Co ja teraz powiem żonie. O Jezu!
A ja mu na to:
– I sądzisz panie, że Jezu tu przyleci i ci pomoże?
Spojrzał na mnie spod byka zdziwiony.
– A może byś tak poprosił kogoś innego – doradziłem.
Tym razem spojrzał z nadzieją:
– Kogo?
– Króla, który na ziemi rządzi. Szatana! Powiedz: królu mój szatanie pomóż mi.
Facio chciał się zwinąć i oddalić. Przytrzymałem go za rękę mocno.
– Co, nie chcesz spróbować?- ton mojego głosu nie wróżył nic dobrego. Zauważył to, bo się spietrał maksymalnie. Chciał się wyrwać i uciekać, ale trzymałem krzepko. Powiedział pokornie:
– Kolego, nie chcę mieć z tobą ani z twoim panem nic wspólnego.
– Nie wierzysz, że jest on silniejszy od twojego? – zapytałem ironicznie.
– Od Boga nic nie jest silniejsze! – odparł zdecydowanie.
– Ja ci zaraz pokaże, kto jest silniejszy.
Lewa piącha jak perszing poleciała na jego nos, rozkwasiła go, krew trysnęła wkoło. Facio zachwiał się, na swoje nieszczęście ustał na nogach, więc dołożyłem z prawej, teraz padł jak kawka.
– No i co? – moja ironia w głosie była jeszcze bardziej wyraźna – gdzie ten twój pan? Czemu ci nie przybywa z pomocą? Czemu anielskich zastępów nie wysyła?
Facet kulił się na chodniku, dałem mu jeszcze kilka kopów, ale że też siedział cicho, nerwy mi minęły i udałem się w swoim kierunku.




niedziela, 13 marca 2016

Szatan Rozdz.1 - Szedłem przez pusty park

Szedłem na skos przez pusty park, wkurzony na cały świat, na życie, na kobiety – całkowity dół. Złość mnie tak zaślepiała, że nie zauważyłem, że nie jestem sam. Dość mocno potrąciłem jakąś kobietę idącą z naprzeciwka.
– O Jezu – krzyknęła.
Wnerwiło mnie to:
– Jezu? Jaki Jezu? Co Jezu? Jezu siedzi sobie gdzieś tam za piecem albo ucztuje przy zastawionym stole, mając nas głęboko w dupie!
Stanąłem przy niej, spojrzałem z nienawiścią, zapytałem głośno:
– Na cholerę ci Jezu? Myślisz, że coś ci pomoże?
– Jezus wszystko może – odpowiedziała, podnosząc się.
Wkurzony już na maksa wrzasnąłem:
– Myślisz, że cię obroni - jak będę chciał, dać ci w pysk?
Spojrzała na mnie z przestrachem i chciała się szybko oddalić. Chwyciłem ją za rękę, mocno szarpnąłem:
– No pytam się przecież, sądzisz, że ci pomoże? Mogę zrobić, co zechcę i co będę chciał, jestem równie wielki, jak Jezu!
I żeby to udowodnić, walnąłem otwartą ręką w jej pomarszczony policzek. Odgłos klaśnięcia zlał się z jej okrzykiem przerażenia i bólu. Ponownie upadła na kolana.
– Dalej sądzisz, że Jezu ci coś pomoże? Nadal myślisz, że on jest zainteresowany twoją marną osobą? Wstawaj głupia baba!
Posłusznie wstała, przerażenie malowało się na jej twarzy, a bladość jednego policzka kontrastowała z czerwienią drugiego, wyglądała groteskowo śmiesznie. Moja niechęć do niej, już wystarczająco duża, jeszcze bardziej wzrosła. Miałem ochotę wdeptać ją w ziemię!
– No co, głupia krowo, naprawdę wierzysz, że Jezus ma ochotę cokolwiek ci pomóc?
– Wola Boże – odpowiedziała kobieta.
– A moją wolą jest dać ci kopa w dupę! I jak sądzisz, czyja wola jest silniejsza? Odwróć się do tyłu!
Otumaniona strachem, bólem, zaskoczeniem posłusznie się odwróciła. Kopnąłem ją w chudą dupę, aż poleciała twarzą na żwir alejki.
– No i widzisz, kto jest bogiem? – zaśmiałem się ironicznie. – Módl się za mnie i całuj moje buty – podsunąłem zakurzonego kamasza pod nos.
Brak reakcji z jej strony. Na szczęście już trochę ochłonąłem, wziąłem ją za szmaty, podniosłem do góry. Spojrzałem na jej posiniaczoną, pokaleczoną twarz, splunąłem z pogardą:
– Właściwie, to nie chcę, żebyś się do mnie modliła szmato. Jesteś zerem, zwyczajnym ścierwem niegodnym mojej boskości. Spieprzaj do domu, naskarż się do swojego chłopa i więcej nie pokazuj mi się na oczy, bo cię wetrę butami w trawę!
Odeszła szybko, a ja poszedłem dalej w swoją stronę.
Kilka dni później, już w innym mieście, z racji mojej pracy często zmieniałem miejsce pobytu, łaziłem znowu po ulicach wkurzony, bo moja lala, w niedzielę, zamiast pojechać na łączkę, nad jeziorko, porobić szmery rowery, bura-bura, wolała pójść do kościoła. Idę ja ulicą, wieczór i choć jeszcze widno, widocznie puszczali coś w tv, bo wkoło pusto. Patrzę, idzie młoda jeszcze kobieta chodniczkiem, jakiś piesek na nią zaszczekał, a ta jak nie wrzaśnie:
– O Jezu!
Nawet nie wiecie, jak mnie to wkurzyło, aż w bebechach zatrzęsło, znowu to „o Jezu”! Znowu jakaś dewota wzywa Jezusa.




sobota, 12 marca 2016

Tramwaj

Jechałem wieczorem tramwajem, był wyjątkowo pusty, jak za dawnych czasów, gdy w tv puszczano „Niewolnicę Izaurę”. Wszystkie miejsca siedzące wolne, nie chciało mi się daleko iść – więc usiadłem przy drzwiach. Jechałem sobie w takiej ciszy i spokoju dwa przystanki, na trzecim, do tramwaju wtarabaniła się baba. Może niezbyt stara, ale wielka i tłusta, wielka to nie znaczy wysoko, po prostu bardzo, bardzo obszerna. Z wielkim wysiłkiem, ciężko i głośno sapiąc – wgramoliła się po stopniach, kurczowo uchwyciła poręcz i dysząc, mimo że tramwaj dalej był pusty i wszystkie miejsca wolne, stanęła nade mną.
– Może młody człowieku ustąpiłbyś mi miejsca – wysapała, owiewając mnie przy tym odorem płynącym z ust.
Przelotnie spojrzałem na nią, całkowicie zaskoczony, po chwili, ignorując zaczepkę, odwróciłem głowę ku szybie, oglądając mijany krajobraz. Obojętnie tylko z pozoru, bo w środku lekko się we mnie zagotowało. Młody człowieku? – pomyślałem zdziwiony, przecież mogłem być od niej młodszy pięć lat, nie więcej. W końcu to nie moja wina, że w przeciwieństwie do tej baby, byłem w miarę zadbany, szczupły. Każdemu wolno dorabiać po godzinach na ciuszki, w wolnych godzinach pospacerować lub pojeździć rowerem. Wydać trochę kasiory na kosmetyki, fryzjera, czy nawet w miarę potrzeby na kosmetyczkę. A tłuste babsko, co widać po obciążających jej ręce torbach, obżerała się nie tylko w pracy, ale i w domu. Ciekawe jak mąż się do niej dobierał przez te zwały tłuszczu? Rzuciłem szybkie dyskretne spojrzenie na jej dłonie, na prawym był tylko pierścionek, obrączka na lewej. Widocznie którejś nocy zadusiła swojego małżonka na amen!
Tramwaj szarpnął, ruszając, wielkie cielsko przydusiło mnie w oparcie. Nadal ciężko dysząc, wyrzuciła z siebie stek słów:
– Ty altruisto zatracony, bezwstydny beduinie, belfegorze w ludzkiej skórze.
W końcu, mimo że do przejechania miałem jeszcze kilka przystanków, wstałem i przeciskając się między cielskiem, a poręczom stanąłem przy drzwiach. Po raz pierwszy odezwałem się do niej, bardzo miłym i uprzejmym głosem, starałem się nie okazywać swojego wzburzenia:
– Nie wiem, co pani chce ode mnie, ale naprawdę bardzo trudno z panią wytrzymać, więc wysiadam!
– Nie trzeba od razu wysiadać – odburknęła – wystarczy się przesiąść.
– Równie dobrze pani mogła usiąść na innym miejscu – odparłem – niż być taka nachalna.
– Młody człowieku nie bądź złośliwy. Traktuję cię jak matka! Chciałam cię po prostu wychować.
– Po pierwsze nie jestem młodym człowiekiem, po drugie nie chciałbym mieć takiej matki. Widocznie była pani od dawna niedoruchana, chłopa pani po prostu trzeba!
– Kultury wam młodym naprawdę brakuje – powiedziała, ciężko siadając, aż krzesełko niebezpiecznie zaskrzypiało.
Naprawdę nie wiem, co mi strzeliło ani dlaczego tak zrobiłem, w każdym razie cała ta atmosfera sprowokowała mnie. Przeszła mi przez głowę pewna myśl, która spowodowała wzwód, więc bez dalszych ceregieli rozpiąłem rozporek i wyciągnąłem na wierzch swojego drągala. Jak to się mówi: szczena opadła jej na dół, a z zaokrąglonych ze zdziwienia oczu pociekły łzy.
Wtedy, zapinając już rozporek i wysiadając z tramwaju, zrozumiałem:
Jestem wielką świnią – na kilka sekund pokazałem jej raj, do którego ona nie będzie miała już nigdy dostępu!





czwartek, 10 marca 2016

Apteka Rozdz.3 - Nie bój się

    Z pewnym drżeniem rąk rozerwała opakowanie, wyciągnęła lateksowy krążek. Stanęliśmy przodem do siebie. Rozpiąłem guziczki w bokserkach, wyciągnąłem na wierzch swoją wielką, nabrzmiałą maczugę.
    – Oj! - krzyknęła – jaki wielki!
    – Myślała pani, że bajeruję? – spytałem głosem pozbawionym emocji – Rozumiem, wiele kobiet tak myśli.
    Wziąłem od niej kondoma, powoli z wprawą, nałożyłem na penisa. Stałą nieruchomo, tylko jej oczy pałały, obserwując moje ruchy. Popatrzyłem w dół, tam gdzie był skierowany jej wzrok:
    – Niby pasuje, nie pękł przy zakładaniu, ale nie wiadomo czy wytrzyma, chociaż 10 min.
    – Nie wiedziałam, że facet może mieć takiego dużego – powiedziała głosem pełnym przejęcia.
    – A żebyś wiedziała, ile może sprawić przyjemności – przeszedłem na „ty”.
    Wziąłem jej dłoń, przysunąłem do swojego przyrodzenia.
    – Nie bój się, dotknij.
    Z pewnym wahaniem, niedowierzaniem objęła go paluszkami. Na twarzy wyczytałem, że jego widok sprawia jej przyjemność. Byłem już pewien, że dzisiaj zaliczę następną laskę. Objęła go mocniej, powoli głaskała z góry w dół. Zrewanżowałem się dotknięciem przez fartuszek cycka, całkiem niezły, jeszcze twardy, elastycznie poddawał się ugniataniu.
    – Za godzinę przyjedzie mój mąż – powiedziała to, jakby chciała powstrzymać wszystko, co musiało i tak nastąpić.
    – Godzina to bardzo dużo czasu – odparłem.
    – Chodźmy – zaprowadziła mnie na zaplecze.
    Po drodze pozbyłem się koszuli, a ona fartuszka. Pod spodem miała T-shirta i eleganckie koronkowe stringi. Piersi ze sterczącymi sutkami wyraźnie odbijały się pod bluzeczką, nie miała stanika, jeszcze go nie potrzebowała – stwierdziłem zadowolony. Strasznie nie lubię obwisłych piersi, już wolę małe.
    W pocałunku przytuliliśmy się do siebie, mój kutas wystający z rozporka bokserek, odziany w gumowy płaszczyk oparł się o jej twardy, delikatnie umięśniony brzuch. Najwyraźniej uprawiała aerobik albo coś w tym stylu. Lewą ręką zabawiałem się cycuszkami, a prawą wsunąłem pod majteczki, zsuwając je w dół. Całowała się namiętnie i świetnie technicznie, widać, na studiach, jeszcze przed ślubem, zajmowała się nie tylko nauką.
    Niezłą babkę sobie znalazłeś – pochwaliłem się w myślach – przyjemnie będzie sobie na niej poużywać i to nie tylko dzisiaj – snułem już plany na przyszłość.
    W sumie nie lubiłem jednorazowych przygód, chociaż dłuższe znajomości też mnie męczyły. Najlepsze były takie na 10 spotkań.




środa, 9 marca 2016

Apteka Rozdz.2 - Uniosłem wysoko brwi

    Była całkiem zbita z tropu, chyba pierwszy raz trafił jej się taki kupujący. Pewnie odbiłem sobie na niej za tych wszystkich małolatów, z których wcześniej się naśmiewała. Nagle, bardzo szybko się opanowała, pewnie pomyślała, że robię sobie jaja i z poprzednim już dystansem rzekła:
    – Bardzo wielu mężczyzn ma kompleks w związku z wielkością, a raczej małością swojego penisa – uśmiechnęła się lodowato.
    Uniosłem wysoko brwi na znak zdziwienia:
    – Sądzi pani, że mam kompleks? Przypuszcza pani, że mam małego i udaję przed panią ogiera, prawdziwego samca? No, jeśli pani pomyśli, że mój mógłby być mały, to jestem bardzo ciekaw, jakiego ma pani mąż czy też partner, bo ten banan tak naprawdę jest tylko namiastką tego, czym ja dysponuję.
    – Tak, tak, oczywiście – odparła bardzo ironicznie – w końcu słowa nic nie kosztują.
    Otworzyłem już usta, żeby powiedzieć, że oprócz słów dysponuję też innym argumentem, ale w tym czasie otworzyły się drzwi i do apteki weszło jakieś małżeństwo. Odsunąłem się na bok i obserwowałem ją, zauważyła to i wyglądała na trochę speszoną. Wdzięk i gracja, z jaką się poruszała, fachowość udzielanych informacji podziałały na mnie. Nie będę ukrywał, że miałem na nią coraz większą ochotę. Zauważyłem, jak w czasie obsługiwania klientów zerkała na mnie. To dobrze wróżyło.
    – I cóż, pomoże mi pani? – zagaiłem rozmowę, gdy po chwili znowu zostaliśmy sami.
    – A w czym mogę jeszcze panu pomóc?
    – Cały czas w tym samym, w doborze odpowiedniego zabezpieczenia.
    – Niestety chyba nic panu nie pomogę. Musi porozmawiać pan z partnerką, żeby ona się zabezpieczyła.
    – No wie pani, nie chodzi tylko o ciążę, większym problemem są choroby przenoszone drogą płciową. Nic nie zastąpi porządnej gumki!
    – Ma pan całkowicie rację, tylko prezerwatywa zabezpieczy przed chorobami, ale też nie w 100%.
    – Wiem, pełne zabezpieczenie daje tylko absencje, ale...wolę już ryzykować niż żyć bez seksu.
    – Jest jeszcze jedna opcja.
    – Czyli?
    – Stały związek monogamiczny, życie z jedną partnerką, do której ma się pełne zaufanie.
    – Hahaha – roześmiałem się – a zna pani kobietę, do której można mieć pełne zaufanie?
    – Nie można wszystkiego uogólniać, są takie kobiety.
    – Owszem te, które traktują seks jak zło konieczne. Nie, dziękuję, nie skorzystam z tej możliwości. – Może pani zerknie jeszcze do tej szufladki, spróbujmy coś wybrać.
    Wyciągnęła dwie pełne garście prezerwatyw, wspólnie w nich grzebaliśmy. Pokazała mi jakąś:
    – Może te? Kilku klientów je chwaliło.
    Spojrzałem zaciekawiony, nie znałem tej firmy.
    – Ewentualnie – powiedziałem - mogę przymierzyć. Niestety zjadłem już banana. Chyba że będzie pani taka łaskawa - zamknie drzwi i powiesi tabliczkę „zamknięte”.
    Nie wiem, czy chciała mnie sprawdzić, czy ją to wciągnęło, ale przytaknęła, mówiąc:
    – Dobrze.
    Wyszła za kontuaru, podeszła do drzwi, zamknęła je kluczem, powiesiła też jakąś tabliczkę, ale nie wiem, co było na niej napisane. Na dodatek zasłoniła jeszcze żaluzję. Zrobił się przyjemny półmrok rozświetlany jedną lampą wiszącą nad kasą. Pewnie pomyślała sobie, że mnie tym zawstydzi i sromotnie zakończy moje szpanerskie wygłupy, a przecież ja cały czas mówiłem prawdę. Cóż, natura mnie obdarzyła i, nie będę ukrywał, lubiłem to wykorzystywać.
    Zdjąłem marynarkę, powoli, pedantycznie złożyłem ją, położyłem na krzesełku. Zawsze dbałem o swoje ubrania. Razem z dobrym tańcem, opanowanym bajerem i higieną są to cztery najważniejsze czynniki przy podrywaniu kobiet. Gdy ściągałem spodnie, na jej twarzy zauważyłem zaskoczenie. Cóż, sama podjęła tę grę, więc musiała ją kontynuować. Ona też to rozumiała, starała się panować nad emocjami.
    – Proszę mi dać gumeczkę – uprzejmie zwróciłem się w jej stronę.




wtorek, 8 marca 2016

Apteka Rozdz.1 - Poproszę kondoma

    Wszedłem do apteki, między regałami, wśród swoich słoiczków, pigułek, tabletek, ampułek krzątała się samotnie pani magister.
    – Dzień dobry – powiedziałem po wejściu.
    – Dzień dobry, słucham pana – odpowiedziała bardzo miłym głosem, w końcu nie ma co się dziwić, w aptece każdy klient to jest kopalnia złota.
    Spojrzałem na nią krytycznym wzrokiem. Trochę starawa koło 35 lat, ale nieźle się trzymała, szczupła zgrabna blondynka z niezłym biustem, twarz zadbana, ładnie utapetowana.
    – Poproszę kondoma – powiedziałem głośno.
    Większość ludzi szczególnie młodych, ale nie tylko, mówi to po cichu, tak jakby się wstydzili, że czasami się bzykają, a panie farmaceutki chyba złośliwie udają, że nie słyszą i mówią:
    – Słucham, nie słyszałam?
    Wtedy dopiero robi się głupio. Nie ze mną te numery! Nie wiem, czy ją to speszyło, czy nie, ale już mniej miłym tonem, za to bardziej zawodowym zapytała:
    – Jakie?
    – Duże. Mam dużego – nie przechwalałem się, po prostu stwierdziłem fakt.
    – Chodzi mi o firmę, a nie o rozmiar, wszystkie rozmiary są jednakowe – jej głos w tej chwili był już bardzo zawodowy, chłodny, pozbawiony wszelkich emocji.
    – To w takim razie poproszę o najbardziej rozciągliwy, żebym mógł go założyć – kontynuowałem.
    Wysunęła jakąś szufladę, pogrzebała w środku i położyła przede mną w szklanym okienku kilka kolorowych opakowań.
    – Proszę sobie wybrać.
    Spojrzałem na nie sceptycznie, po czym popatrzyłem prosto w jej oczy. Starając się naśladować jej lodowaty głos, zapytałem:
    – A jakie pani by mi poradziła?
    – Może durex? – wskazała palcem jedną z paczuszek.
    Uśmiechnąłem się krzywo.
    – Durex? One po 10 minutach pękają, zanim skończę. Przereklamowany towar, A pani jakie używa?
    – To nie powinno pana interesować – odparła ani na chwilę niezbita z tropu. – To który pan wybiera?
    – No tak, jeśli ma pani stałego partnera to wystarczą pani pigułki. Ja lubię urozmaicić swoje życie, więc używam prezerwatyw – uśmiechnąłem się słodko.
    Zauważyłem, że jedna powieka delikatnie jej zadrgała, widocznie w końcu trochę się speszyła. Pochyliła się na szufladą i ponownie w niej grzebała. Po chwili wyciągnęła durex XXL i położyła przy reszcie.
    – To chyba jest większy rozmiar, powinien pana zadowolić.
    Wziąłem do ręki, obejrzałem obojętnie ze wszystkich stron.
    – Hmmm – zdziwiłem się z niesmakiem – może? To jednak durex, mam przykre doświadczenia z tą firmą. A ja czasami lubię ostro popracować, chyba nie sądzi pani, że co parę minut będę przerywał, ściągał jedną gumkę i zakładał drugą? Jak by się pani poczuła na miejscu mojej partnerki? No zobaczymy.
    Odwróciłem się tyłem i dokończyłem:
    – Zaraz przymierzę.
    Nie wiem, jaką miała minę, bo stałem już do niej plecami, ale usłyszałem jej głos, już nie był taki zawodowy jak poprzednio:
    – Ależ, proszę pana, tutaj nie wolno przymierzać, może pan kupić i sprawdzić w domu! Tu klienci chodzą, starsze, chore panie, młode dziewczynki!
    Odwróciłem się do niej z kondomem naciągniętym na obranego ze skórki banana.
    – O ile wiem, ja też jestem klientem i też mam prawo wybrać sobie towar odpowiedni dla mnie.
    Podsunąłem jej pod nos banana z naciągniętą gumką. W sklepie wybrałem największego, więc robił naprawdę imponujące wrażenie.
    – I jak pani myśli, dobry będzie?




piątek, 4 marca 2016

Miasto prostytutek Rozdz.4 - Katie siedziała oszołomiona

Katie siedziała oszołomiona, adwokat po chwili milczenia kontynuował:
- Wracając do tematu, prokuratorem prowadzącym sprawę jest Joe Fish, bardzo ambitny i chcący się wykazać facet. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, a mam trochę znajomków w prokuraturze, ma zamiar oskarżyć panią o coś znacznie poważniejszego, na razie zbiera dowody, więc chwilowo wystąpił z wnioskiem o nielegalną działalność. Zapewne słusznie przypuszcza, że pani nie przyzna się do prostytucji, a ława będzie przeświadczona o pani kontaktach erotycznych. Wniosek nasuwa się prosty, skoro nie uprawia pani miłości za pieniądze musi pani mieć kochanka. Dlaczego w takim razie ukrywa pani jego tożsamość? Są dwa wyjścia jest on młodociany i tu grozi oskarżenie o molestowanie nieletniego lub jest żonaty, co skutkuje oskarżeniem o próbę rozbicia związku małżeńskiego.
Teraz powiem, jakie sankcje grożą za poszczególne przestępstwa. Nielegalna prostytucja zwyczajowo karana jest rokiem obozu pracy w zawieszeniu na trzy lat plus dwa lata obowiązkowych dyżurów w miejskim domu publicznym, gdzie obowiązuje cennik ustalony przez radę miejską, chyba nie muszę dodawać, że jest on zaniżony. Trzy razy w tygodniu po 4 godziny oraz co drugi weekend po 10 godzin, te godziny są oczywiście na poszczególne dni, czyli sobota 10 i niedziela 10. Kara za nieletniego wynosi 2 lata w zawieszeniu na pięć lat i trzy lata dyżurów. Natomiast rozbicie związku małżeńskiego jest sprawą naprawdę bardzo poważną, wyrok w dużej mierze zależy od długości stażu małżeńskiego ilości i wieku dzieci. Od 4 do 10 lat obozu pracy, bez możliwości wcześniejszego wyjścia, oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kobieta nawet w obozie ma swoje potrzeby, dlatego ma możliwość ich realizacji 2 razy w tygodniu po 12 godzin.
- Pan żartuje, prawda? – Zapytała niedowierzająco.
- Nie. W tej sytuacji najlepszym wyjściem jest przyznanie do się winy i dobrowolne poddanie karze. Otrzyma pani rok obowiązkowych dyżurów 2 razy w tygodniu 4 godziny i jeden weekend w miesiącu 12 godzin.
- Ale ja naprawdę z nikim się nie spotykałam – powiedziała przez łzy, całkowicie załamana.
- Zna pani Luisa?
- Nie.
- Hydraulik, naprawiał zlew w kuchni.
- A, tak, nie pamiętam nazwisk.
- Sędzia wniosek podpisał dzisiaj w południe, ale ja o nim wiedziałem już wczoraj i poczyniłem pewne kroki. Z jego dokumentów wynika, że pracował u pani jedno popołudnie. Natomiast prokurator ma już świadka twierdzącego, że Luis był u pani trzy razy.
- Było jeszcze kilka innych usterek.
- Niestety tego nie sposób udowodnić.
- Przecież on to potwierdzi.
- Raczej nie przyzna się do robienia fuch, grozi mu za to oskarżenie o niepłacenie podatku, jak również do romansowania z panią, żona nie byłaby z tego powodu zadowolona. Powie, że chodził korzystać z płatnej miłości, owszem, powinien dostać od pani rachunek, ale nie ma obowiązku zachować go. Wszyscy o tym wiedzą i takiego zeznania sędzia mógłby oczekiwać od niego, dlatego nie będzie przesłuchiwany, ani wzywany na świadka. W chwili, gdy prokurator dotrze i otrzyma zeznanie drugiego świadka, a wiem o jego istnieniu, o wizytach Luisa, zmieni oskarżenie i wygra sprawę. Jedynym wyjściem jest przyznanie się już dzisiaj do nielegalnej prostytucji. Przedstawię je jutro sędziemu i tym samym zablokujemy działania prokuratora, bo przecież w tym wypadku Luis przychodził do pani w celach komercyjnych, a jak już wspomniałem, rachunku nie musi przechowywać.
- Mam być ukarana, za coś, czego nie zrobiłam?
- Popełniła pani błąd, nie zapisując się do któregoś ze stowarzyszeń prostytutek. Miałaby pani legalnych klientów i mogła w pełni zaspokoić swoje potrzeby, jednocześnie mając z tego pewne korzyści finansowe.
- Ależ ja nie jestem prostytutką!!! – Wykrzyczała w twarz adwokatowi.
- Mam 32 lata jestem kawalerem, niestety w naszym mieście jedna kobieta przypada na dwóch facetów, trudno o żonę. Za dwa, trzy miesiące dostanę przeniesienie do prokuratury i bardzo dużą podwyżkę. Jestem absolutnie pewien, że niedługo później pojawią się w moim otoczeniu panie chętne do małżeństwa ze mną. Czy myśli pani, że w czasie tych paru miesięcy zrobię się bardziej przystojny, dowcipniejszy, a może zacznę lepiej tańczyć? Nie proszę panią, w naszym miasteczku wszystkie samotne kobiety przynależą do jakiegoś stowarzyszenia, a również część mężatek, bo my wiemy, że kobiety wszystkie kobiety to prostytutki.




czwartek, 3 marca 2016

Miasto prostytutek Rozdz.3 - Jest pani hetero?

- Jest pani hetero, czy ma skłonności do biseksualizmu? Może kiedyś, przed ślubem?
- Nie mam innych skłonności i nigdy nie miałam, jestem 100% hetero.
- W domu są gadżety erotyczne, wibratory itp.? Ludzie szeryfa mają nakaz przeszukania pani domu, ale często kobiety takie zabawki chowają w tajnych skrytkach.
- Nie, nie zabawiam się tak, nigdzie nie mam niczego schowanego.
- A artykuły spożywcze ogórek, marchewka, banan, może świeczki?
- Naprawdę nie rozumiem tych insynuacji, bezczelnie mnie pan obraża – wykrzyczała Katia ze złością.
- Nie, po prostu staram się znaleźć linię obrony. Jaki jest pani stan zdrowia, może jakieś nagłe traumatyczne przeżycie, pomijać rozwód. – Pytał dalej, spokojnie ignorując jej atak.
- Jestem okazem zdrowia, poza rozejściem się z mężem i przeprowadzką nie miałam żadnych większych przeżyć.
- Zarejestrowała się pani w którymś z tutejszych stowarzyszeń prostytutek?
- Co takiego? Mówiłam panu, nie jestem i nigdy nie byłam dziwką.
- Czyli rozumiem, nigdzie pani nie przynależy, a otrzymała pani propozycje z tych stowarzyszeń, ulotki reklamowe etc.
- Nigdy o tych organizacjach nie słyszałam.
- Widzi pani – pokazał jej zeszyt, w który robił notatki – po lewej stronie zapisywałem to, co prokurator może użyć przeciwko pani, a po prawej to, co mógłbym wykorzystać w obronie. Jak pani widzi, prawa strona jest całkiem pusta.
- Naprawdę nic nie rozumiem – Keti była całkowicie zdezorientowana.
- Już wyjaśniam sytuację. Prokurator złożył w sądzie wniosek o domniemaniu uprawiania przez panią nielegalnej prostytucji. Inaczej mówiąc, zarzuca pani czerpanie zysków z nierządu i niepłacenie z tego tytułu przynależnych podatków oraz brak wpisu do ewidencji i w związku z tym brak całej koniecznej w tym wypadku dokumentacji.
- Powtarzam panu mecenasie, nie trudnię się prostytucją! Nie odwiedzają mnie panowie, panie zresztą też nie!
- Z odpowiedzi, które mi pani udzieliła, wynika, co następuje: mieszka pani tutaj ponad trzy miesiące, nie ma pani stałego partnera ani żadnych gadżetów umożliwiających zaspokojenie potrzeb seksualnych, nie uprawia pani seksu z kobietami, nie cierpi pani na żadne dolegliwości zdrowotne obniżające libido i na koniec miała pani męża, czyli była pani aktywna seksualnie. Żadna, powtarzam żadna ława przysięgłych, nie uwierzy, że przez tak długi okres wytrzymała pani bez seksu. Zresztą prokurator przedstawi ogólnie dostępny materiał dowodowy, czyli książki takich autorek jak Marie Jacobs, Anne Root, czy Mirde Hergen. Gdzie jasno i wyraźnie jest napisane, że kobieta po kilku tygodniach wstrzemięźliwości zrobi wszystko by otrzymać satysfakcję seksualną.
- Pan żartuje – Parc była, mimo sytuacji, wyraźnie rozbawiona – przecież to są zwyczajne szmatławe erotyki, wymyślone całkowicie fikcyjne, bezsensowne historyjki!
- Napisane przez kobiety i ława przysięgłych, składająca się głównie z mężczyzn, w nie uwierzy, bo kto lepiej zna potrzeby kobiety jak inna kobieta? Owszem, może pani zakwestionować materiał dowodowy, ale to wymaga oddzielnej sprawy, która będzie się ciągnęła całe lata i kosztowała panią miliony dolarów. Że tak powiem, będzie to już musztarda po obiedzie, bo kary w ten sposób pani nie uniknie.
- Przecież to jest jakieś wariactwo! Oszaleliście wszyscy?
- W pani sytuacji obrażanie naszego wymiaru sprawiedliwości nie jest zbyt rozsądne, zapewniam panią, sąd wymierza w takich sprawach naprawdę bardzo surowe kary!




środa, 2 marca 2016

Miasto prostytutek Rozdz.2 - Dlatego zostanie pan prokuratorem?

Minęło najwyżej 15 minut, gdy drzwi celi z łomotem się otworzyły. Wszedł mężczyzna w wieku trzydziestu kilku lat ubrany w ciemnoszary garnitur, niebieską koszulę ozdobioną granatowym krawatem.
- Dzień dobry, nazywam się Paul Taron, jestem wyznaczonym z urzędu adwokatem, będę panią bronił. – Przywitał się z ciepłym, aczkolwiek zawodowym uśmiechem na twarzy.
- Witam – odparła, podnosząc głowę – niestety nie mogę nazwać tego dnia dobrym. Czy mógłby mi pan wyjaśnić, o co chodzi?. To jakaś totalna paranoja, nigdy się nie zajmowałam prostytucją, byłam przyzwoitą dziewczyna, a później wzorową mężatką, to mój były latał za spódniczkami i co to w ogóle jest ta „nielegalna prostytucja”, którą niby uprawiam? Na jakiej podstawie mnie o to oskarżono?
- Za chwilę wszystko sobie wyjaśnimy, na początek chciałem panią zapewnić, że poczynię wszystko, co można w tym przypadku zrobić, oczywiście zgodnie z przepisami prawa, aby sprawę wyjaśnić, a jestem w tej chwili najlepszym adwokatem w tym okręgu i niedługo zacznę pracę w prokuraturze.
- Najlepszym? Dlatego zostanie pan prokuratorem? Nie bardzo to rozumiem!
- W tym miasteczku, przyjęto zasadę, aby najlepsi prawnicy bronili społeczność, a pozostali przestępców. Dlatego najlepszy z adwokatów zastępuje odchodzącego z pracy prokuratora. To chyba jest sensowne i oczywiste w końcu społeczność płacąc podatki, utrzymuje sąd i prokuraturę, więc ma prawo domagać się by najlepsi ją reprezentowali.
- Doceniam pańskie kwalifikacje, ale czy mogłabym również zatrudnić prywatnego obrońcę?
- U nas takich nie ma, a sprowadzając kogoś, narazi się pani na dużą nieprzychylność sądu i ławy przysięgłych. Naprawdę, proszę tego nie robić, nic pani nie zyska, a może dużo stracić, zresztą sprawa odbędzie się najdalej pojutrze, więc nie ma na to czasu. Czy mógłbym przystąpić do pracy?
- Dobrze. Skoro jest pan najlepszym, to zaufam panu. – Zgodziła się zrezygnowana.
- W celu zobrazowania sobie sprawy najpierw zadam pani pytania, proszę szczerze na nie odpowiedzieć, od naszej dobrej współpracy naprawdę bardzo dużo zależy.
- Proszę pytać.
Adwokat usiadł wygodnie przy stoliku, wyciągnął z przyniesionej ze sobą aktówki brulion i długopis, szybko coś notował, a po chwili przystąpił do zadawania pytań:
- Jak długo pani tutaj mieszka?
- Około 3 miesięcy.
- A dokładniej?
- 3 miesiące i 5 dni – odparła po krótkim zastanowieniu.
- Pani aktualny stan cywilny?
- Jestem rozwódką od prawie 4 miesięcy.
- Czy do rozwodu mieszkała pani z mężem?
- Nie, wyprowadził się dwa miesiące wcześniej.
- A kiedy pani przestała utrzymywać z mężem kontakty intymne?
- Nie bardzo rozumiem pytanie i jego związek ze sprawą – stwierdziła zirytowana.
- Pani Perc, mogą wydawać się zbyt intymne, jednak nie wynikają one z mojej ciekawości, ale zapewniam, są istotne dla sprawy. Jest pani naprawdę w poważnych tarapatach, zanim jednak dojdziemy do następstw wynikających z oskarżenia, proszę odpowiedzieć na wszystkie pytania!
- Dobrze, nie sypiam z nim od pół roku, od dnia, w którym zaproponował rozwód.
- Był później inny mężczyzna?
- Nie, nigdy nie zdradziłam męża, a wkrótce po rozwodzie przeprowadziłam się tutaj i nikogo jeszcze nie poznałam.