Menu

poniedziałek, 23 maja 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.21 Historia pagórka - 3

Planet, na których powstało życie, jest bezliku, na wielu z nich zamieszkują stworzenia szczątkowo lub częściowo inteligentne, czyli w pierwszym stadium ewolucji. Znacznie rzadziej występują cywilizacje zamieszkałe przez osobników inteligentnych, ponad inteligentnych i bardzo inteligentnych będących w drugim etapie ewolucji. Natomiast tylko kilkanaście społeczeństw osiągnęło etap trzeci i status bytów superinteligentnych.
Istota rozumna należała do wyjątkowej cywilizacji, najstarszej i najinteligentniejszej w całym wszechświecie. Uważała, że jest równie mądra jak połączona istota superinteligentna i bardzo inteligentna. Jeżeli poziomy inteligencji oznaczymy literami A,B,C... wynika jasno, że jest na poziomie A+B czyli AB. Dlaczego pan? No cóż spotykałem go tylko w postaci mężczyzny, aczkolwiek przyznał się do wcielania czasami w kobietę. Ja tego nie widziałem, więc nazwałem go panem AB.
Mimo ogromnej wiedzy zgromadzonej w pamięci pana AB posiadał niewiele informacji na temat życia bytów pierwszego etapu rozwoju, bo i po co? Matka Natura systematycznie tworzyła je i niszczyła, a czasami, jeżeli miały szczęście przetrwać wszelkie niszczycielskie siły swojej planety i kosmosu niszczyły się same. Tylko nielicznym dawało się osiągnąć poziom rozwoju umożliwiający przejście na drugi etap ewolucji, posiąść pełną inteligencję i nawiązać kontakt z innymi rozwiniętymi cywilizacjami.
Analizując informacje otrzymane od Pomocnika Biologa, zrozumiał nikłe zainteresowanie planetami zamieszkałymi przez istoty na pierwszym etapie ewolucji.
Pozyskiwanie energii drogą chemiczną powodowało, że służące do tego celu organy zajmowały znaczną przestrzeń wewnątrz tych istot, a otrzymane ilości energii i jej zapasy były bardzo małe. Wymagało również dostarczania nowych surowców i ciągłego przemieszczania istoty w celu ich pozyskania. Przy niedostatkach energii przemieszczanie jest powolne i wymaga kolejnych dużych organów, co skutkuje brakiem miejsca na narząd mieszczący rozum owych istot zwany przez nich mózgiem. Co więcej, nie mają one pełnej kontroli nad nim, wykorzystują tylko jego fragment, na dodatek z powodu niedostatku energetycznego użytkowana przez nich część mózgu ulega przemęczeniu i wymaga ciągłego wyłączania dla odpoczynku. Tym samym na myślenie i zdobywanie wiedzy zostaje niewiele czasu. A na tym nie koniec. Istoty owe, nazywające się w czasie kolejnych wizyt pana AB, człowiekiem i ludźmi, a planetę zwą ziemią. Otóż ci ludzie żyją niesłychanie krótko, a każdy nowy człowiek zaczyna swoją egzystencję z całkowitym brakiem wiedzy, której zdobycie ze względu na dość prymitywny i powierzchowny sposób postrzegania otoczenia oraz wzajemnych kontaktów pomiędzy poszczególnymi istotami, jest powolne.
– A jak wygląda owo cudo, które tak nas krytykuje? – zapytał wesoło Tomek, całkowicie niezrażony opowiadaniem Malickiego.
– Nie wiem – padła szybka odpowiedź.
– Jak to? No przecież był tutaj, musiał pan go widzieć, chyba że schował się w krzakach.
– Niestety panie Tomaszu, nasze zmysły, a także dostępne obecnie środki techniczne nie są w stanie dostrzec go ani statku, którym przybył. Zapewne zdziwicie się, ale nawet gdyby umiejscowił się na drodze przed domem, przejadę przez niego samochodem, niczego nie zauważając.
– Przecież to niemożliwe!
– Na pewno łatwiej wyobrazić sobie zielonego ludzika z oczami, uszami i antenkami na głowie, ale niestety...
– Proszę opowiadać dalej – wtrącił Przemek. – Dyskusję odłożyliśmy na jutro.




niedziela, 22 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.32 Dlaczego mnie polubiłeś?

Ostrożnie objął dziewczynę ramieniem, powoli delikatnie przytulił do siebie. Poddała się bez oporów, objęła Przemka rękoma, wtulając twarz w jego pierś.
– Masz niewiele powodów, żeby mi ufać – powiedział cichym, acz stanowczym głosem – ale uwierz, naprawdę nie jestem złym człowiekiem i obiecuję doprowadzić cię w bezpieczne miejsce, z którego bez trudu pojedziesz do domu.
Odeszła na krok do tyłu, podniosła wzrok na jego twarz i spytała:
– Dlaczego polubiłeś mnie od pierwszej chwili, pierwszego wspólnego ogniska? Nie znałeś mnie, a moje zachowanie powinno cię zniechęcić.
Roześmiał się i odpowiedział przekornie:
– Może lubię dziewczyny, które na widok wysokiego, przystojnego faceta skromnie odwracają wzrok i...
– Nie kpij, tylko dopowiedz szczerze – zaprotestowała.
– Twoje włosy, ich kolor przywołał wspomnienia z młodości. Dziewczynę, w której byłem bardzo zakochany. Moją pierwszą miłość. Wiesz, pierwsza miłość jest magiczna i zostaje w pamięci na całe życie. Szczenięce, licealne lata, podkochiwałem się w niej kilka miesięcy, a przez ostatni bardzo ją kochałem.
– Tylko miesiąc? Była podobna do mnie?
– Tylko jeden jedyny miesiąc. Miała podobne włosy, reszty już nie pamiętam. Telefony z aparatami fotograficznymi jeszcze nie były rozpowszechnione.
– Czemu się rozstaliście?
– Wyjechała. Uciekła na drugi koniec świata do Australii.
– Już w liceum dziewczyny się ciebie bały?
– A figę, pewnie się obraziła, za to, co jej zabrałem.
– Zabrałeś jej coś? – zapytała z lekkim niepokojem w głosie. – Chyba się spytałeś i nic nie ukradłeś?
– Gdybym zabrał bez pytania, to nazywałbym się nie złodziejem – zaśmiał się łobuzersko – tylko gwałcicielem. Zabrałem jej cnotę.
Przewróciła oczami i wybuchnęła śmiechem.
– Jesteś prawdziwy potwór. A może zabrałeś ją niezbyt wprawnie i dlatego uciekła?
– Możliwe – przyznał otwarcie. – Tylko pamiętaj, minęło już kilkanaście lat, wiele wody upłynęło i coś niecoś w tym czasie się naumiałem.
Na nowo zaczęli rzucać do celu śnieżnymi kulkami, a on opowiedział historię o Helenie. Na zakończenie stwierdził:
– Jak widzisz osobą, które nie piszą książek, trochę o sobie mówię.
– Miło z twojej strony, mogę dalej pytać?
– Proszę.
– Jak zakończyła się twoja druga miłość?
– Zdecydowanie lepiej. Miała na imię Iga i wytrzymała moje umizgi dwa razy dłużej.
– Dwa razy... – zawahała się chwilę – czyli dwa miesiące?
– Tak.
– Tylko nie mów, że ona też uciekła na drugi koniec świata?
– Nic podobnego, tylko 200 kilometrów, do innego miasta, jej też już nigdy więcej nie spotkałem.
– Żartujesz! Naprawdę uciekła?
Odwrócili się na odgłos skrzypienia drzwi. Z chaty wychyliła się Ewa.
– Chlebek już jest upieczony – zagaiła. – Heniek uparł się i chce jeść gorący.
– Zjemy i zagramy rewanż w karty – dodał Heniek, wyłaniając się za pleców blondynki – a na gruchanie macie całą długą noc. Przynajmniej Ewka przestanie narzekać na nocną ciszę.
– Naprawdę jesteś już głodny? – zdziwiła się Karolina.
– Ani trochę. Jak powiedziałem, mam chcicę na rewanż w brydżyka i twój gorący pocałunek. Ewcia jest dzisiaj wkurzona na mnie tudzież zgodnie z regułą o miłości i kartach teraz wygramy i każdy dostanie dwa słodkie całusy, a może wynegocjujemy wyższą stawkę, co Przemek?
– Nie ma problemu, jestem za – poparł kolegę, a zwracając się do Karoliny, dodał: – chodźmy do środka, w chacie opowiem o Idze, oni też mogą posłuchać.




niedziela, 15 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.31 Płatny zabójca

– Pogoda ponownie diametralnie się zmienia, z południa nadciąga ciepły słoneczny wyż, za parę godzin śnieg zmieni się w mokrą breję. Proponuję poczekać parę dni, może pogoda utrzyma się i całkiem stopnieje. Moim zdaniem tak będzie najrozsądniej, zamienimy ryzykowną wyprawę na męczący spacer.
– Masz rację – przyznała z wyczuwalną ulgą.
Nachyliła się, wzięła garść śniegu, ulepiła kulkę i cisnęła przed siebie. Zaczął ją naśladować i po chwili zabawiali się rzucaniem śnieżkami do stojącego w odległości pięciu metrów drewnianego słupa.
– Dlaczego się rozstaliście? – spytała.
– Z Ewą? Zabrakło między nami tego czegoś... nazwijmy to magnetyzmem. Wiesz, magnesy przyciągają się lub odpychają, a my dla siebie byliśmy neutralni. Los sprawił, że znaleźliśmy się blisko siebie i tak trwaliśmy do czasu pojawienia się pana, który przyciągnął ją swoim naturalnym lub sztucznym magnetyzmem.
– A skąd się bierze sztuczny? – zapytała zaciekawiona.
– Najprościej namagnesować poprzez energiczne pocieranie.
Wybuchnęła śmiechem.
– Pocieranie? Jaki jesteś wulgarny!
– Szczery. Nigdy nie spotkałaś się z takim zjawiskiem?
Po rzuceniu kilku kolejnych śnieżnych kulek zapytała:
– Co byś zrobił, gdybyśmy nie znaleźli chaty, a ja nie dałabym rady zrobić ani kroku więcej?
– Wykopał dziurę w śniegu i czekał do rana. Spędziłabyś najkoszmarniejszą w swoim życiu noc z facetem.
– Dlaczego miałbyś ryzykować życie, przecież w ogóle mnie nie znałaś?
– Właśnie, a bardzo chciałem poznać – odpowiedział ze śmiechem. – Zresztą ryzyko było niewielkie.
– A gdyby było duże, zostałbyś ze mną czy zostawił samą?
– Można obiecać wszystko, ale jak się postąpi w konkretnej sytuacji, tego nikt nie wie.
– Powiedz szczerze, czy zaryzykowałbyś dla mnie życie?
– Prawdopodobnie tak, choć pewności nie mam.
Przestała rzucać, otrzepała ubranie ze śniegu i przenikliwie patrząc na Przemka, zapytała:
– Dlaczego Elżbieta bała się ciebie?
Zastygł w bezgranicznym zdumieniu.
– Elka boi się mnie? Skąd o tym wiesz?
– Nie boi się, tylko bała się być z tobą. Dlatego odeszła.
– Skąd o tym wiesz?
– We wrześniu wyskoczyłam ze znajomymi na parę dni do Grecji. Spotkaliśmy grupkę naszych rodaków wśród nich była autorka książki, którą akurat przeczytałam. Urwałyśmy się i poszłyśmy do knajpy podyskutować. Po kilku drinkach przyznała, że część pomysłów do książek pochodzi od jej byłego przyjaciela, po dwóch kolejnych była już nieźle wstawiona i zaczęła o nim opowiadać.
– I cóż takiego strasznego jej zrobiłem?
– Nic. Wtedy niewiele mnie to interesowało, zresztą też trochę wypiłam, szczegółów nie pamiętam tylko same ogólniki. Z początku mówiła o tobie w samych superlatywach. Później, że jesteś bardzo skryty, tajemniczy. Nigdy nic o sobie nie mówiłeś, dziwnie się zachowywałeś, jakieś skryte telefony, tajemnicze przesyłki. Co parę tygodni zmieniałeś pracę itd. A kiedy znalazła ukryty w twojej bieliźnie pistolet, wystraszyła się i postanowiła odejść. Pokazała mi twoje zdjęcie. Od razu cię rozpoznałam i trochę się przestraszyłam.
Głośno się roześmiał.
– Pomyślałaś, że jestem płatnym zabójcą i dlatego trzymałaś mnie na dystans?
– Elżbieta była z tobą ponad dwa lata i nie wie, kim jesteś, więc skąd ja mam wiedzieć? Sama nie rozumiem, jakim cudem zgodziłam się na wyprawę w twoim towarzystwie do tej kotliny. W czasie śnieżycy byłam pewna, że mnie zostawisz, a gdy wróciłeś, pomyślała, że ci się spodobałam i pomagasz mi tylko po to, żeby mieć dziewczynkę do zabawy. Później... sama już nie wiem. Leżałeś grzecznie w łóżku, a dzisiaj w nocy... każdy inny facet rzuciłby się na mnie. Boję się tego miejsc, tych gór, śniegu i ciebie, a jednocześnie coś mnie do ciebie ciągnie. Boję się, że jesteś tutaj z nami, a jeszcze bardziej boję się, że odejdziesz i zostaniemy sami.
Wyznała mu swój strach, a po każdym wypowiedzianym zdaniu coraz więcej łez spływało po jej policzkach.




piątek, 13 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.30 Nie celowałam w twarz

W tej chwili za zasłony oddzielającej łóżko wychynęła ruda czupryna.
– Co się stało? – zapytała.
– Ewa ma kryzys emocjonalny – odrzekł Henryk.
Dziewczyna zlustrowała pomieszczenie, obojętnie przesuwając spojrzenie po swoim niedawnym kochanku. Zatrzymała wzrok na stole.
– O, zaparzyłeś kawę. Super! – powiedziała do kolegi.
– Przemek przed chwilką zaparzył. Powinna być jeszcze gorąca.
Bez słowa wzięła filiżankę i usiadła na krześle założonymi nogami. Zaległa cisza. Karolina małymi łyczkami piła kawę. Heniek z rozgoryczeniem przetrawiał słowa blondynki. Przemek zapatrzył się na dziewczynę, a właściwie na jej wiszącą stopę, z której zsunął się kapeć. Mała kształtna stópka ze ślicznymi paluszkami zakończonymi zadbanymi paluszkami pomalowanymi na bladoróżowy kolor. Lakier nadal pokrywał je idealnie, zapewne pochodził z górnej półki zarówno cenowej, jak i jakościowej.
Ciszę przerwało wejście Ewy.
– Możesz iść pod prysznic, woda jest w sam raz – powiedziała do koleżanki.
Jednak nawet ciepła woda nie spłukała z niej złego humoru i po chwili dodała zgryźliwie:
– Nasi mężczyźni mają jedną zaletę: umieją wsadzać do pieca.
Jej przyjaciel wzruszeniem ramion skwitował przytyk. Przemek odczekał, aż rudowłosa wyjdzie do łazienki i podobnie jak poprzedniego dnia zaryzykował małą prowokację.
– Mają jeszcze jedną zaletę, umieją w zgodzie i pełnej harmonii wspólnie wsadzać do tego pieca.
Poniewczasie pomyślał, jak Heniek zareaguje, na takie bezceremonialne naruszanie jego terytorium łowieckiego, zresztą całkiem niepotrzebnie.
– Z ust mi wyjąłeś – potwierdził Heniek.
Spojrzała trochę zaskoczona i przewróciła oczami.
– Czy poza piecem może ktoś dać wam rekomendacje?
– Nie, ale jesteśmy gotowi poddać się egzaminowi – odpowiedział Przemek.
– Tak? – zapytała swojego chłopaka.
– Mogłoby być całkiem miło.
Objął ją w talii, posadził sobie na kolanach i namiętnie pocałował. Wyrwała się ze śmiechem.
– Też tak myślisz? – zapytała drugiego faceta.
– Nie myślę, jestem pewien.
– Ale macie zachcianki!
Ponownie się zaśmiała. Zebrała ze stołu opróżnione filiżanki, zaniosła do zlewu i umyła. Obaj panowie z ogromnym zainteresowaniem spoglądali, jak w czasie wykonywania tej czynności subtelnie porusza tyłeczkiem opiętym w obcisły dres.
Wróciła Karolina. Przeszła na kuchenną stronę izby i jak zwykle chłodnym, obojętnym głosem ni to zapytała, ni to stwierdziła:
– Pieczywa dzisiaj nie ma.
– Zupełnie zapomniałem – przyznał Przemek.
– A upieczesz? – spytała Ewa.
– Pewnie, dla was wszystko zadeklarował z nieudawanym entuzjazmem.
– Więc na śniadanie zjemy wczorajszą fasolkę, jeszcze trochę zostało, a kanapeczki przyszykujemy na lunch.
– Dobrze.
Przygotował i uruchomił automat, drugi pan włączył generator prądotwórczy, a panie przygotowały posiłek.
Po śniadaniu Przemek zobligował się uzupełnić zapas drewna. Nosił tylko do drzwi i podawał koledze, po skończeniu został na dworze. Promienie słońca przebiły się przez chmury, zaiskrzyły na dziewiczym nieskalanym przez samochody i ludzi śniegu. Stał zapatrzony, zauroczony zimowym krajobrazem.
Czując pacnięcie w plecy, drgnął nerwowo i szybko się odwrócił. Kolejna śnieżka trafiła w policzek.
– Przepraszam, naprawdę nie celowałam w twarz.
Usłyszał głośny śmiech i zdumiony patrzył na zbliżającą się postać dziewczyny ubranej w czerwoną kurtkę. Wesoła, uśmiechnięta patrząca prosto w oczy jakże inna od tej, którą znał, a jednak bez wątpienia była to Karolina.
– Przeszkodziłam w rozmyślaniach? – zapytała.




czwartek, 12 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.29 Istny grobowiec


Bez wysiłku szli szeroką, łagodnie wznoszącą się ścieżką. Wierzchołek wzniesienia był już w zasięgu ręki, a opuszczona chata z tej odległości wyglądała jak domek dla chomika. Za ostrym zakrętem w lewo napotkali dość strome podejście. Mocno pochylony do przodu ostrożnie wspinał się do góry. W połowie drogi poślizgnął się, opadł na kolana i zjechał w dół. Niestety na drodze jego zjazdu stała Karolina. Dziewczyna rozpaczliwie machając rękoma, przechyliła się do tyłu i znikła za krawędzią ścieżki.
Gwałtownie usiadł, zerknął w bok i odetchnął z ulgą. Spała spokojnie nieświadoma jego sennego koszmaru. Delikatnie pogłaskał rude włosy, pocałował policzek.
Patrzył na jej śliczną buzię i dumał.
Czy ta noc wpłynie ich wzajemne relacje? Bardzo w to wątpił. Bała się tak jak wszyscy i chciała odrobiną seksu nawet z przypadkowym facetem odgonić strach. Może gdyby więcej się postarał, bardziej ją rozpalił, tylko czy ona chciała? Poza krótkim rozkazem brak jakiejkolwiek innej zachęty z jej strony świadczył, że raczej nie. Kto zrozumie kobiety? Machnął ręką i wstał.
Po szybkim prysznicu już ubrany w swoje dzienne ciuchy wyszedł na dwór sprawdzić pogodę. Wiatr zmienił kierunek, a na niebie pojawiły się pojedyncze gwiazdy. Pogoda poprawiała się i jutro będą mogli wyruszyć z Heńkiem po plecaki. Jeszcze raz przejrzał widnokrąg i z zadowolenie zauważył na wschodzie jaśniejące wierzchołki gór. Świtało. Czas na kawusię – pomyślał.
Wrócił do chaty, napalił w piecu, nastawił czajnik, przyszykował do zalania cztery filiżanki z kawą, postawił na stole, a obok cukiernicę i puszkę skondensowanego mleka.
Wczoraj w szufladzie obok kart zobaczył czasopisma z krzyżówkami. Zabrał pierwsze z brzegu, wygodnie usadowił się na krześle i dla zabicia czasu wypełniał kolejne diagramy. Wypił dwie kawy i rozwiązał kilkanaście krzyżówek, zanim jego samotność zakłócił zaspany głos drugiego mężczyzny.
– Cześć! Jak miło dobry człowieku, że napaliłeś w piecu.
– Hej! Jest ciepła woda? – Ewa również wstała.
– Oczywiście.
Podeszła do pieca zabrała ze sznurka swoją wypraną wieczorem bieliznę i machając majteczkami, zapytała:
– Idziecie dzisiaj po plecaki? Czy mamy codziennie rano wkładać wilgotne majtki ryzykując zapalenie jajników?
– Myślę, że do południa całkiem się rozpogodzi i jutro z samego rana pójdziemy po plecaki. Pojutrze pakowanie, a za dwa dni wymarsz do domu.
– Wiatr już przestał wiać.
– Zmienił kierunek, dmucha od tyłu dlatego wewnątrz chaty nie słychać.
Wzruszyła ramionami, pogardliwie wydęła wargi i ze złością stwierdziła:
– Tutaj przez całą noc panowała cisza. Istny grobowiec, zamiast schronienia dwóch młodych kobiet w towarzystwie niby mężczyzn.
– Wcale nie było tak źle. – Heniek próbował się bronić.
Zmierzyła swojego chłopaka wściekłym spojrzeniem.
– Tobie na pewno nie. Spuściłeś się i smacznie zasnąłeś.
– Daj spokój Ewo! Wczoraj przez nasze gadanie rozbudziłaś swoje fantazje i chciałabyś w łóżku drużynę siatkarzy.
– Od moich marzeń trzymaj się koleś z daleka, dobrze? Wystarczy jeden, nawet nie musi być na maksa przystojny. Najważniejsze, żeby uszanował swoją kobietę i zrobił jej dobrze, zanim sam skończy. Tym bardziej, jeżeli może tylko jeden raz.
Weszła do łazienki, z trzaskiem zamykając drzwi.
– Zostawmy to bez komentarza, dobrze? – poprosił.
– Okej – odparł Przemek.



wtorek, 10 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.28 Absurdalna sytuacja

Wszedł za kotarę swojego łózka, jak poprzedniej nocy wnętrze rozświetlała słaba poświata niebieskiej diody. Karolina leżała na plecach blisko ściany z obróconą głową. Wsunął się pod wspólne nakrycie utworzone z koców powleczonych znalezioną na strychu pościelą. Chociaż miała zamknięte oczy i miarowy oddech, podejrzewał, że tylko udaje sen.
Po południu wiatr stracił na sile i teraz wewnątrz chaty jego pogwizdywanie nie zagłuszało odgłosów dochodzących z sąsiedniego łóżka. Szept, cichy śmiech, szelest pościeli, a później miarowe skrzypienie.
Znalazł się w absurdalnej sytuacji. Odgłos seksu rozpalał zmysły, parę centymetrów obok leżała upragniona kobieta, a on mógł tylko o niej marzyć. Tak też zrobił, lecz zanim pierwsze jego fantazje nabrały zdefiniowanych kształtów, usłyszał głos dziewczyny. Słowa te słyszał wiele razy z wielu ust. Słyszał je wypowiadane szeptem, półgłosem lub całkiem głośno, wymawiane miękko, czule, namiętnie, bezwstydnie, z miłością lub pożądaniem. Tym razem głos był zimny, rozkazujący, a przecież powiedziała:
– Poliż mnie!
Jak powinien zareagować na tak apodyktyczne żądanie? Spełnić je ochoczo, udać, że nie słyszał, a może wstać i pójść palić w piecu? Zanim udzielił sobie odpowiedzi, wyczuł jej ruch. Uniosła biodra i zsunęła spodnie. Ignorując ją teraz, straci tę odrobinę zdobytej dzisiaj sympatii. Więcej, nieodwracalnie na zawsze zniechęci ją do siebie.
Ześliznął się pod nakrycie, trochę zbyt bezceremonialnie rozsunął jej nogi, ułożył się pomiędzy nimi z głową blisko łona. Całował uda, powoli zmierzając do góry poprzez biodra na brzuch i znowu niżej. Ustami sprawdzał topografię jej krótkich włosków, takim eufemizmem określał włosy łonowe, były naprawdę krótkie i tworzyły mały prostokącik. Wsunął ramiona pod jej uda, uniósł je do góry, robiąc sobie pełen dostęp do najintymniejszych miejsc kobiety.
Odprężył mięśnie ust, tak jak kiedyś dawno temu uczyła go Iga i miękkim oślinionym językiem powoli przesunął w poprzek nabrzmiałego wzgórka. Kilka kolejnych ruchów głową z wysuniętym językiem i dla odmiany ostrożnie ujął wargami łechtaczkę wraz z otaczającymi ją fałdkami, delikatnie possał. Powrócił do przesuwania językiem, a jednocześnie wyciągnął prawą rękę spod uda, namacał wilgotny już otworek i wsunął do środka dwa palce. Teraz jego język i wargi mogły trochę bardziej poszaleć. Ruchy głowy stały się szybsze, a paluszki ruchem obrotowym wsuwały się i wysuwały.
Zadrżała, wydała cichy jęk i... kolanami odepchnęła go od siebie. Szybko wciągnęła spodnie i odwróciła plecami, przyjmując pozycję embrionalną.
Położył się na plecach, wytarł poszwą, wilgotną od jej soków, twarz. Z goryczą rozmyślał nad jej zachowaniem. Potraktowała go jak, do tej pory, żadna inna kobieta. Spełnił jej życzenie, zrobił dobrze, a został odepchnięty jak kundel. Żadnego ciepłego słowa, żadnego miłego gestu. No fakt specjalnie się nie przyłożył, potrafił zrobić znacznie lepszą minetę, jednak mimo wszystko powinna mu okazać, choć odrobinę sympatii.
Cichy, ledwie słyszalny dźwięk. Zaintrygowany spojrzał w stronę dziewczyny. Lekko drżała i... płakała.




poniedziałek, 9 maja 2016

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.27 Karolina czeka

– Wiem! Sama chciałam ci powiedzieć, że Henryk się boi, dlatego od rana ma ten głupkowaty humor. Po prostu myślałam, że ty jesteś bardziej odporna na stres.
– Ja się boję? – oburzył się młody mężczyzna.
– Może to za mocne określenie – odparła ugodowo – musisz jednak przyznać, że jesteś pełen trosk i obaw.
– Wszyscy mamy obawy – przyznał szczerze.
– Ty też?
Zaskoczony Przemek spojrzał w jej piękne szmaragdowe oczy. Po raz pierwszy zwróciła się bezpośrednio do niego.
– Mogę ci tylko jedno obiecać – powiedział bardzo poważnie. – Nie wrócę bez ciebie.
Szybko spuściła wzrok i po chwili powiedziała cichutko:
– Dziękuję.
Przemek skinął głową i zmienił temat rozmowy.
– Proponuję zaczekać z planowaniem, aż wrócimy z namiotem i plecakami. Znając już dokładnie nasz dobytek, ustalimy co zabrać i jak najrozsądniej rozlokować po plecakach. Powinniśmy być przygotowani na różne sytuacje, rozdzielenie się na dwa zespoły czy zgubienie plecaka.
– Czy na zgubienie kogoś z plecakiem. – wtrąciła smętnie Ewa.
– Daj spokój, nawet nie myśl o czymś takim. Mam pomysł, żeby odgonić ponure myśli, zagrajmy w karty. Widziałem kilka tali w szufladzie, jest nas czworo więc może brydż?
– Wolę pokera, ale i tak zostanę przegłosowany – stwierdził Heniek.
– Panie przeciw panom – zaproponowała Ewa – jeśli wygramy, panowie sprzątają po kolacji.
– A jeśli my wygramy, dostajemy po całusie, każdy od was obu!
– Dobra.
Ku najwyższemu zdziwieniu Przemka, Karolina również potakująco kiwnęła głową. Wkrótce jego zaskoczenie minęło całkowicie. Nie umiał w licytacji dogadać się ze swoim partnerem. Natomiast dziewczyny grały świetnie i bez trudu wygrywały robra za robrem.
Na dziewięć rozegranych odnieśli ledwie jedno zwycięstwo i tylko dzięki temu, że Przemek miał świetną kartę i mógł sam z ręki wylicytować najpierw trzy bez atu, a chwilę później cztery pik.
– Mówiłem, że trzeba było zagrać w pokera – powiedział po ostatnim robrze Heniek.
– Skąd mogłem wiedzieć, że u ciebie oznacza to: nie umiem grać w brydża – stwierdził filozoficznie Przemek.
– Karta mi nie szła. Znasz przysłowie: „Kto ma szczęście w kartach, ten nie ma szczęścia w miłości”, czy jakoś tak.
– Kilka razy miałeś całkiem niezłe poparcie i pasowałeś, a wtedy gdy...
– Daj spokój to była podpucha. Jeszcze się zrewanżujemy i wtedy zagramy o coś więcej niż całus.
– Pewnie – wtrąciła Ewa – nie tylko pozmywacie, ale zrobicie też kolację.
– A właśnie, co z kolacją?
– A co z wodą na kąpiel?
Woda była gorąca, wręcz parząca, o czym przekonał się Heniek. Bezmyślnie włożył całą dłoń pod lecący strumień wody z odkręconego pół minuty wcześniej kranu i zimna woda zdążyła już zlecieć.
Po krótkiej naradzie ustalili, a właściwie naradzała się tylko blondynka ze swoim chłopakiem, kolejność dalszych działań. Pierwszy pod natrysk poszedł Heniek, a dziewczyny skończyły szykować i podały na stół kolację. W czasie gdy panowie delektowali się całkiem smaczną fasolą po góralsku, tak w czasie jedzenia ją ochrzcili, obie panie kolejno wzięły przyrznic. Ostatni wykąpał się Przemek. Wyszedł ubrany, zresztą tak jak wszyscy, w miejscowy dres. Niezbyt elegancki, ale za to czysty.
– Co robimy z piecem w nocy? Palimy czy nie? – zapytał go przyszły wuefista.
– Powinniśmy palić, szybko może się tutaj wyziębić.
– Po co, jest cieplutko, jak się ochłodzi, to cię wypchnę z łóżka i napalisz – odpowiedziała Ewa.
Beztrosko wzruszał ramionami, wzięła chłopaka za rękę i zaczęła ciągnąć go w stronę łóżka.
– To lecimy spać.
Już wchodząc za kotarę, porozumiewawczo mrugnął okiem i cicho dodał:
– Karolina czeka na ciebie w łóżeczku, leć do niej.




niedziela, 8 maja 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.20 Historia pagórka - 2

Nowy głuchy, bezbarwny, beztreściowy sygnał od Martwej Inteligencji wypełnił umysł Istoty. Sygnał, z którym nigdy wcześniej się nie spotkał, ale wiedziała, tak jak wszyscy jej rodacy podróżujący poprzez kosmos, co oznacza – zagrożenie życia.
W przeciągu milisekundy odebrała od Mari pełen raport – mała cząstka materii, na tyle mikroskopijna, że czujniki wykryły ją za późno na jakiekolwiek działania zabezpieczające, ale wystarczająco duża, żeby przebić kadłub statku i wylecieć przeciwną stroną. Drobinka była tak maleńka, że gdyby natrafiła na Istotę, ta zapewne nawet by tego nie poczuła, również napęd i urządzenia pokładowe pozostałyby nienaruszone. Niestety na drodze jej lotu znalazła się Mari. Właściwie nie jest to wcale dziwne, przecież kapsuła wypełniona Martwą Inteligencją zajmowała jedną trzecią wnętrza kadłuba. Przy prędkościach osiąganych przez wehikuł, kosmos wcale nie jest pustą przestrzenią. Ustalanie trasy lotu i zachowanie bezpieczeństwa wymaga równoległego przetworzenia w ciągu nanosekundy ogromnej ilości danych. Mari w zależności od potrzeb samoistnie dzieli się na miliony mniejszych jednostek obliczeniowych o wielkości optymalnej do wykonywanego zadania. Więc żeby sprostać wszystkim potrzebą, sama musi być odpowiednio duża.
Konserwa mięsna może leżeć latami, ale wystarczy mała dziureczka i po kilku dniach mamy smród i zgniliznę. Podobnie jest z Mari, najmniejsze uszkodzenie szybko się rozszerza i ogarnia coraz większy obszar. Standardowe postępowanie w takim przypadku jest bardzo proste – wystarczy wymienić uszkodzoną materię na nową pobraną ze zbiornika zapasowego. Jest tylko jeden szkopuł – Mari na czas korekty musi się wyłączyć, chyba że otrzyma specjalny rozkaz dalszej pracy.
Istota zastanawiał się przez kilka milisekund. Procedura w typowych warunkach nakazywała włączenie układów hamujących, ustalenie trajektorii lotu, wyłączenie Mari na czas autonaprawy i ponowne jej załączenie – razem niecałe pół sekundy. Jednak warunki nie były modelowe, wprost przeciwnie, lecieli poprzez strefę podwyższonego zagrożenia, poruszanie się w takich warunkach bez kontroli lotu było samobójstwem.
Istota wydała jedyny możliwy w zaistniałej sytuacji rozkaz: rozpoczęcie manewru hamowania i dalsza pracy do chwili zmniejszenia szybkości na tyle, żeby sterowanie mógł przejąć Pomocnik Nawigator.
Zmniejszanie prędkości jest zabiegiem powolnym, zbyt radykalne zwalnianie mogło być widowiskiem równie spektakularnym, jak wybuch supernowej. Toteż gdy osiągnęli szybkość przelotową wystarczająco niską dla zdolności obliczeniowej Pomocnika i Mari w końcu wyłączyła się, jej uszkodzenia były tak rozległe, że posiadany zapas regeneracyjny okazał się niewystarczający do ich wypełnienia.
Materia tworząca Martwą Inteligencję, dostępna jest w ograniczonych ilościach. Nowo budowane statki kosmiczne czekają w kolejce na swój przydział, oczywiście sporadycznie występujące awarie są traktowane priorytetowo, niemniej materia nie leżała w magazynach porozrzucanych we wszechświecie, lecz znajdowała się w nielicznych miejscach swojego występowania, dość odległych od ich obecnej pozycji. Zapowiadał się bardzo długi okres przymusowego postoju lub niekończąca podróż w spacerowym tempie.
Istota przeanalizowała sytuację i doszła do wniosku, że najrozsądniej będzie zaczekać. Zażądała od Pomocnika Astronoma informacji o pobliskich planeta. Pierwsze wieści były złe, żadne okoliczne ciało niebieskie nie nadawało się na długotrwały pobyt. Na kolejny komunikat musiała poczekać. Pomocnik przeszukiwał dane zapisane w całkowicie w tej chwili martwej – Martwej Inteligencji, był to proces żmudny, powolny, aczkolwiek możliwy do wykonania. Po kilku chwilach otrzymała dwie wiadomości – dobrą i mniej dobrą. W jednym z okolicznych układów planetarnych był zarejestrowany glob z istniejącym życiem, nawet zamieszkiwały na nim stworzenia myślące. Ta druga, mniej zachęcająca informowała, że są to istoty na pierwszym etapie ewolucji.




sobota, 7 maja 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.19 Historia pagórka - 1

Swoje słowa poparł ostrym spojrzeniem, na co brat w geście poddania podniósł ręce do góry, a później położył prawą dłoń na ustach i palcami przesunął po wargach, jakby zasuwał ekler.
– Widział go pan i omawiał z nim tylko we śnie? – Przemek kontynuował przepytywanie.
Starszy pan spojrzał w stronę wiszącego na ścianie zegara.
– Na rozmowie czas szybko mija – stwierdził. – O wiele szybciej niż siedzenie w domu samemu. Proponuję, żebyście teraz wysłuchali opowiadania o powstaniu pagórka, a jutro rano wyspani, wypoczęci ze świeżym umysłem podyskutujemy sobie na ten i inne tematy.
– Bardzo rozsądna propozycja. W nocy przetrawię otrzymane informacje i przygotuję nowy zestaw pytań.
– Opowiem tak, jak sam zrozumiałem. Musicie wiedzieć, że to nie film, w którym humanoidalny stworek gulgocze gul, gul, gul, a z pudełeczka zwanego komunikatorem międzyplanetarnym słychać jasne i zrozumiałe tłumaczenie. Multum pojęć jest nieprzetłumaczalnych, wywodzą się z dziedziny innych wrażeń i doznań zmysłowych lub zakresu nieznanej nam wiedzy. Poza tym jestem tylko stary rolnikiem i mój pomyślunek jest mniejszy niż jakiegoś naukowca. Zresztą nawet profesor ma pełną wiedzę tylko ze swojej dziedziny. Gdyby tak zrobić sympozjum to może by się człowiek bardziej dogadał.
– Wiem panie Albercie. Niech pan teraz opowie po swojemu, a jutro zrobimy sobie burzę mózgów.
– No to słuchajcie!
Historia powstania pagórka według pana Alberta.
Statek kosmiczny z nieprzeliczalną prędkością od wielu okresów przemierzał wszechświat. Podróżująca w nim Istota Rozumna należała do jednego z najstarszych bytów obdarzonych inteligencją, a obecnie ona i jej pobratymcy byli najstarszymi i najmądrzejszymi istotami myślącymi we wszechświecie. Przetrwali multum kataklizmów kosmicznych, które w dziejach zniszczyły wiele planet wraz z powstałym na nich życiem. Nie był to przypadek, lecz szczególny podarunek od Ewolucji, która obdarzyła te stworzenia wielkim intelektem oraz zasobnym i bardzo wydajnym źródłem energii tak bardzo potrzebnej w dużych ilościach do funkcjonowania ogromnego mózgu.
Istota Rozumna od bardzo długiego czasu trwała w bezruchu, zajęta wykonywaniem jednej ze swoich ulubionych prac – systematyzowała bloki pamięci. Wszelki ruch uważała za bezsensowną utratę energii potrzebnej do tworzenia wielowątkowych procesów myślowych. Tutaj miała jej pod dostatkiem, ale w pradziejach nie zawsze tak było, zanim przodkowie powiększyli zasoby i rozbudowali źródła, często występowały braki, więc wytworzył się nawyk oszczędzania, później przekazywany z pokolenia na pokolenie.
W chwili odłączenia się od rodzica Istota otrzymywała jego kulturę, przyzwyczajenia i znaczną część wykształcenia, które w miarę swojej bardzo długiej egzystencji bez ustanku poszerzała. Wiedza i wspomnienia gromadzone w blokach pamięci z biegiem okresów zajmowały coraz więcej miejsca, aż do ich całkowitego wypełnienia, kolejne dane nadpisywały poprzednie, co skutkowało zaburzeniami pracy umysłu i śmiercią. Tak było wiele pokoleń wcześniej, zanim nauczyli się katalogować i usuwać niepotrzebne informacje oraz nieaktualną wiedzę.
Długie samotne wyprawy doskonale nadawała się do tego celu, a zawsze w kosmosie podróżują pojedynczo, chociaż nie można ich nazwać introwertykami. Wprost przeciwnie dzięki organom pozwalającym im łączyć swoje umysły nawet z dużej odległości, są niebywale komunikatywni. Po prostu nie lubią być całkiem blisko siebie, a wehikuł, pomimo swojej niebotycznej wielkości nie zapewniał komfortowego dystansu.
Ten lot był najdłuższą podróżą w życiu Istoty i coraz mocniej odczuwała potrzebę kontaktu ze współziomkami. Z tej przyczyny zdecydowała się na ryzykowne przedsięwzięcie – lot na skróty, poprzez strefę oznaczoną jako obszar zwiększonego ryzyka. W obrębie tej przestrzeni należy ograniczyć prędkość, co oczywiście niweluje zysk czasowy, więc statek ani trochę nie zwolnił.




piątek, 6 maja 2016

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.18 Niewierny Tomasz

Przemek kipiąc z wściekłości, wysyczał:
– Niech ci będzie, jestem nałogowym dziwkarzem.
– Spokojnie. Mam jeszcze drugą koncepcję. Sam ich nie poderwałeś, wprost przeciwnie, zostały ci podane na tacy, a właściwie na łóżku. Może miał to być test sprawdzający, czy zakochujesz się w każdej babie, z którą sypiasz?
– I kto według ciebie miałby ten test zrobić?
– Podobno ktoś tym wszystkim zarządzał.
Pytająco spojrzeli na Malickiego.
– Jak już mówiłem, nic nie wiem, ale w środę się dowiem! – odparł.
– Sen wywoływał pan z córką, jak twierdzi babcia, czy pan AB?
– Pan Ab tylko zwiększał jego możliwości, rozszerzał zakres działania.
– Czy mógł wpływać na przebieg snu bez pana wiedzy?
– Tak, miał taką możliwość.
– Czyli mógł spokojnie realizować swoje cele i współpracować z dziewczynami bez niczyjej wiedzy.
– Nie. One go nie znają.
– Jadąc tutaj, zastanawiałem się kto to taki. Z opowiadania babci wynikało, że w snach najlepiej zorientowany był pradziadek. Urodził się w okolicy pagórka, od dziecka doświadczał snów. W Niemczech najbardziej ukierunkowane w tym temacie studia. Później prowadził na uczelni badania naukowe i wreszcie w czasie wojny już bezpośrednio na pagórku. Na pewno prowadził dokumentację. Zniszczył ją czy może po latach wpadła w czyjeś ręce? Czy jednak człowiek niezwiązany z rodziną i snami mógł potraktować ja poważnie? Wątpliwe.
– Ja stawiam na dalekiego krewnego – wtrącił Tomek.
– A może wcale nie taki daleki. Dziadek poznając babcię, był dojrzałym 36 letnim mężczyzną. Wątpię, żeby wcześniej nie było w jego życiu innych kobiet. Mógł mieć dzieci, a nawet żonę. Przecież po wojnie zmienił tożsamość. Panie Albercie, czy AB jest potomkiem Martina Otto?
– O krewnych w Niemczech musicie zapytać babcię Łucję, pan Ab do nich nie należy, jest całkiem obcy. Moje wnuczki nie mogły się z nim spotkać, nikt nie mógł!
– Z wyjątkiem pana? – zapytał ironicznie.
– Tak, ale tylko tam.
– Co znaczy tam? We śnie? A tutaj?
– Tylko we śnie. Z nimi innej możliwości kontaktu nie ma.
– Z nimi?
Zamiast odpowiedzi Malicki podniósł głowę do góry i wymownie spojrzał na sufit. Ten gest wywołał tubalny śmiech Tomka.
– Chce pan nam powiedzieć, że to jakiś ufoludek?
– Możecie używać dowolnego określenia: ufoludek, Marsjanin, kosmita, przybysz z gwiazd. Mnie te określenia śmieszą i nazywam go panem AB.
– Przyszedł do pana w tym śnie i powiedział, że przyleciał z innej planet? – podśmiewał się dalej.
– Mniej więcej – odparł Malicki, zachowując kamienną twarz.
– I co tam u nich słychać? Co porabiają na tej swojej planecie, przywiózł nowe ploteczki?
– Oj panie Tomaszu. Naprawdę z pana jest niewierny Tomasz.
– Dziwi się pan?
– No cóż, pagórek jest, sny też są. Oczywiście, jeśli pan woli może wierzyć, że to dzieło diabła.
– Wolę wierzyć w naturalne pochodzenie tych snów, tylko jeszcze nieznane nauce.
– Częściowo ma pan rację, nieznane naszej nauce.
– Dobra Tomek, pośmiejesz się później, teraz pozwól mi zadawać pytania.