Menu

poniedziałek, 30 listopada 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.22 Zostaniemy, tak?

- A którą z nich obstawisz u Ewy na pierwszym miejscu? - dociekał Heniek.
- Młoda pełna energii i wigoru wysportowana dziewczyna plus aluzja w moim kierunku daje w wyniku seksik z dwoma panami.
- A jeśli ci wyjdzie z Karoliną, możemy zabawić się w dwie pary.
- Masz marzenia – tym razem Przemek się zaśmiał.
- Znieście w końcu te rzeczy, które odłożyłam i chodźcie na obiad – okrzyk Ewy przerwał ich rozmowę.
Bez zwłoki wstali z kufrów, ujęli pod pachy odłożone uprzedni przedmioty i zeszli na dół. Położyli znalezione skarby na łóżku i zasiedli do stołu na krytego czterema talerzami z gorącym parującym ryżem. Heniek przez chwilę przyglądał się jedzeniu, pogmerał widelcem i spróbował.
- Można powiedzieć, że to jest pyszne, gdyby miało jakikolwiek smak – stwierdził. - A co to właściwie jest?
- Ryż i kurczak z puszki – wyjaśniła Ewa, siadając na krześle. - Pobiegaj po śniegu wokoło chałupy, będzie ci bardziej smakowało – dodała złośliwie.
Chłopak rozejrzał się i widząc, że pozostali biesiadnicy nabierają potrawę na koniec widelca i bardzo powoli przeżuwają, odburknął:
- Może wszyscy powinniśmy.
- Za trzy godziny dostaniecie fasolę z sosem pomidorowym, a to jest tylko przystawka, żebyście nie marudzili – wyjaśniła oschle Karolina.
- Już wczoraj chciałam się zapytać – wtrąciła Ewa. - Ja i Karolina będziemy bardziej balastem niż pomocą. Czy nie powinniście pójść sami, a my grzecznie poczekamy na pomoc? Nie jesteśmy małymi nieporadnymi dziewczynkami, spokojnie damy sobie radę.
- Wiem Ewa i zgadzam się z tobą, choć wcale nie uważam was za balast. - Przemek uśmiechnął się do dziewczyny.
- Zostaniemy, tak? - Ewa wyraźnie odetchnęła z ulgą.
- Raczej nie powinniście zostawać same – odpowiedział z wahaniem.
– Dlaczego?!
- Dwie młode, piękne samotne kobiety w odludnym miejscu stanowią pokusę, która może złamać bariery moralne niejednego mężczyzny – wyjaśniał z wątłym uśmiechem.
- Boisz się, że nas napadną i zgwałcą? – zapytała niedowierzająco.
Ponownie się zawahał.
- Ostateczna decyzja należy do was, ale nie możecie takiej ewentualności wykluczyć.
- Po co nas straszysz? Sam twierdziłeś, że tutaj nikt nie przychodzi!
- Mówiłem o turystach, ale nie jesteśmy na księżycu. W górach mieszkają jacyś ludzie na stałe lub sezonowo. Drwale, pasterze, poszukiwacze skarbów czy raczej minerałów, zgaduję, naprawdę nie wiem, co robią. Latem mają tutaj darmowy teatrzyk i często przychodzą podglądać. Jest taki niepisany układ: bywalcom dyskretni obserwatorzy nie przeszkadzają, a tamci w zamian nie okradają i nie dewastują chałupy, gości też się nie czepiają. Wy natomiast jesteście przypadkowymi turystkami spoza układu.
- Skąd będą wiedzieli, że ktoś tu jest? Chyba nie przychodzą co parę dni sprawdzać?
- Przestanie padać i dym zobaczą z kilku kilometrów. Przyjdą z ciekawości popatrzeć przez okno, mając nadzieję na spektakl wewnątrz domu. Zobaczą w środku dwie samotne panie, a pośladach na śniegu wydedukują, że inni poszli w kierunku górskiej ścieżki i raczej prędko nie wrócą. Jeden zastuka w drzwi, udając zabłąkanego turystę, a później wpuści pozostałych. Zacznie się zabawa, a chłopcy zrobią wszystko, co będą i ile razy chcieli. Powoli bez pośpiechu, czasu będą mieli dużo co najmniej dwa dni. Na dodatek ryzyko praktycznie zerowe. Nawet jeślibyście zdecydowały zgłosić gwałt na policję, szanse na złapanie ich i udowodnienie winy są bardzo minimalne.