Menu

wtorek, 9 czerwca 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.1 Śnieżyca

Tysiące kroków, a każdy krok, każde kolejne wyciągnięcie nogi z grubej warstwy świeżego śniegu było coraz trudniejsze. W przerwach pomiędzy jednym a drugim podmuchem wiatru, gdy płatki śniegu wzniesione zamiecią opadały, uważnie lustrował horyzont, szukał kształtów zapamiętanych ubiegłego lata. Gdzieś tutaj, w tej oddalonej od szlaków turystycznych, osamotnionej kotlinie była drewniana chata, schronisko dla zabłąkanych lub tak jak oni zaskoczonych przez zimę turystów. Zapamiętał je dobrze, chociaż wtedy, gdy byli tu z Elżbietą spali w namiocie, ale codziennie je widywał, znajdowało się niedaleko studni, z której czerpali wodę.
Kolejny podmuch wiatru wzniósł tumany śniegu i wciskał go w twarz i każdy zakamarek ubrania. Miał na sobie jesienno-zimową długą kurtkę, a pod nią kilka warstw odzieży, nie był to jednak strój polarnika i po wielogodzinnym przebywaniu na zewnątrz zimno coraz bardziej dawało się odczuć. Nie tylko jemu, ale zapewne też jego towarzyszom, ubranym podobnie jak on. Obejrzał się do tyłu. Ewa i Heniek szli parę kroków za nim, ale znacznie więcej interesowała go postać w czerwonej kurtce, która, jak z niepokojem zauważył, coraz bardziej zostawała z tyłu. Mimo że plecaki ponad godzinę temu zostały złożone pod samotną sosną, marsz stawał się coraz żmudniejszy.
Właściwie to ich nie znał. Troje młodych ludzi, jak przypuszczał studentów, dwa dni temu rozłożyło się z biwakiem obok kręgu z ogniskiem, które właśnie rozpalał. Trochę rozmawiali, siedząc w ten ładny jeszcze jesienny wieczór, wkoło ogniska. Opowiedział o tej uroczej kotlinie i chyba właśnie pod wpływem jego słów zmienili plany i wspólnie z nim podążyli w tę stronę. Czy czuł się z tego powodu winien? Nie, przecież byli dorośli, samodzielnie podejmowali decyzje, a kto mógł przewidzieć takie nagłe załamanie pogody, spadek temperatury o ponad 20 stopni, porywisty wiatr i śnieg? A tak właśnie stało się w nocy, gdy już przeszli przez parów łączący dolinę z kotliną i rozłożyli się z obozem na jej obrzeżu. Powrót był niemożliwy, wiatr przeciskając się poprzez wąski przesmyk, zostawiał niesiony śnieg, tworząc gigantyczne wielometrowej wysokości zaspy.

Kolejny raz obrócił głowę, odległość między nim a czerwoną kurtką powiększyła się o następne kilka kroków. Powrócił myślami do tego spotkania sprzed dwóch dni, rozmawiali z nim właściwie tylko Ewa i chłopak, dla Karoliny nie istniał, nawet jeśli obracała głowę, żeby popatrzeć wokoło, jej wzrok przesuwał się po nim, omijał go obojętnie, jakby był przeźroczysty, gdy zwracał się bezpośrednio do niej, przeszywała go lodowatym spojrzeniem, wargi wykrzywiając w wyrazie niechęci. A przecież to ona go zauroczyła od pierwszej chwil, pierwszego spojrzenia. Wielu facetów powiedziałoby, że jest ładna, ale dla niego była piękna, zjawiskowo piękna. Złocistorude, sięgające do ramion włosy, zielone lekko skośne oczy, śliczny nosek ozdobiony piegami, pełne zmysłowe usta, a naturalny kolor warg jeszcze długo nie będzie potrzebował pomadki, żeby je podkreślić. Przyszła w obcisłych dżinsach i grubym, ale dopasowanym swetrze, który pozwalał domyślać się, jak kształtna postać się pod nim kryje. Wypukłości z przodu zwiastowały co najmniej trójkę, wcięcie w tali, krągłe kobiece biodra, uda nie chude, ale też nie zanadto grube, takie właśnie, jakie mu się najbardziej podobały i które zazwyczaj kończyły się fajną, przytulaśną pupcią, taką, którą czuć w dłoniach i którą z przyjemnością można klepnąć, nie narażając się na uderzenie w kość obleczoną skórą. Niestety, on dla niej nie istniał. Również następnego dnia, nawet gdy się do niej odezwał, był tylko powietrzem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz