Menu

wtorek, 8 grudnia 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.26 Przemek to bardzo miły facet

– No wiesz... – próbował bronić się Przemek.
– Może zaplanujemy jak się stąd wydostać – przerwał mu lodowaty głos Karoliny.
– Oczywiście – zgodził się szybko. – Na mój nos w nocy przestanie wiać i padać, więc jutro ja i Heniek wyprawimy się po namioty i plecaki. Wyruszymy o 8 i do 14 powinniśmy wrócić...
– Dacie radę w 6 godzin – dociekała Ewa.
– Spokojnie. Wczoraj maszerowaliśmy dość długo głównie z powodu warunków atmosferycznych, a także, przyznam się bez bicia, nie prowadziłem nas najkrótszą drogą. Dopiero gdy natrafiliśmy na drzewo pod którym zostały nasze plecaki zorientowałem się, że idziemy w trochę niewłaściwym kierunku.
– To jest jedyne drzewo w tej okolicy, czy jakieś szczególne?
– Pod nim rozbiliśmy namiot z Elką. Śmiała się, że jeden z konarów odstaje od pnia jak męski członek, dlatego zapamiętałem.
– A gdybyśmy je ominęli?
Wstał z krzesła, podszedł do pieca i zapatrzone na widoczne przez szczelinę w drzwiczkach skaczące płomienie ognia odpowiedział cicho:
– Nie wiem.
– Najważniejsze, że znalazłeś. Dziewczyna wytarła mokre od zmywania dłonie w ręcznik, podeszła, objęła go wpół, mocno przytuliła do piersi i lekko rozchylonymi wargami pocałowała w usta.
Henryk stojący opodal szybko przytulił się do niej od tyłu, tak, że znalazła się pomiędzy mocno na nią napierającymi dwoma dużymi mężczyznami. Ze śmiechem zgrabnie się wyślizgnęła.
– Czując ucisk na plecach i brzuchu odniosłam wrażenie, że wasze mózgi właśnie przestały pracować – chichotała.
– Jutro, a pojutrze? – lodowaty głos rudowłosej przerwał igraszki.
– Oj Karolina, nie bądź taka sztywna. Przecież Przemek to bardzo miły facet – stwierdziła Ewa podchodząc do koleżanki i obejmując ją ramieniem.
– Jak ci się tak bardzo podoba, możecie iść we trójkę do łóżka – odpowiedziała uszczypliwie. – Przecież widzę, że macie na to ochotę.
– Ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką, więc się powstrzymam i zostawię go tobie – odparowała Ewa ze śmiechem.
– Zastanowię się – odparła obojętnie i odwracając się plecami zaczęła układać naczynia w szafkach kuchennych.
– Widzisz co narobiłeś! – stwierdził Heniek zwracając się do Przemka. – Przez twoje gadanie dziewczyny same zaczynają wybierać kto z kim będzie spał.
Ewa podeszła powoli podnosząc do góry prawą dłoń z rozcapierzonymi palcami .
– Widzisz na którymś z moich palców obrączkę czy choćby pierścionek? To, że przez kilka miesięcy dawałam ci dupy, wcale nie oznacza że ja, a tym bardziej ona jestem twoją własnością. Mogę robić co chcę i z kim chcę bez pytania o twoją zgodę – stwierdziła na wpół ironicznie.
W odpowiedzi kiwnął głową w kierunku drugiej kobiety i porozumiewawczo mrugając okiem powiedział:
– W sytuacji gdy nasza przyszłość jest niepewna, spełnienie marzeń można uznać za bardzo wskazane. Jeśli chcesz spróbować z dwoma facetami ja jestem za i postaram się namówić...
Ostry głos Karoliny spotęgowany głośnym trzaskiem zamykanej szafki przerwał jego wypowiedź:
– Zacznijcie już teraz. W nocy chcę spać bez słuchania waszych jęków.
– Nie obrażaj się Karolinko – powiedziała miękko Ewa – tylko się wygłupiamy, żeby nie myśleć o naszej sytuacji.




czwartek, 3 grudnia 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.25 Wibrator i godmisz

- Przestań Przemek buntować je przeciwko nam – warknął Heniek.
- Długo jeszcze będziesz stał obrażony przy tym piecu? Tak mocno nadepnęłam ci na twoją męską dumę? - pokpiwała Ewa.
- Naprawdę uważasz kobiety za lepsze od nas? Czy podlizujesz się im?- zapytał, ignorując Ewę. - Zobacz, jak się cieszą.
Spojrzał w niebieskie oczy blondynki. Wyczytał w nich zachętę, a może przyzwolenie. Gdyby była jedyną kobietą w tej chacie, wieczorem niewątpliwie wylądowaliby we troje na jednym łóżku. Szybko przeniósł wzrok na Karolinę i poprzednia myśl uleciała. Uśmiechnął się, a ona po raz pierwszy nie mogąc przybrać maski powagi i obojętności szybko odwróciła głowę.
- Moim zdaniem jesteśmy tacy sami, jedyną różnicą jest siła fizyczna potrzebna do zapewnienia bytu i przetrwania, która przez tysiąclecia zapewniała mężczyźnie dominację. Wraz z rozwojem techniki priorytetem staje się iloraz inteligencji, a spada zależność od masy mięśni, dzięki temu kobiety zaczęły wyzwalać się spod męskiej władzy. Coraz otwarciej i szczerzej mówią o swoich prawach, potrzebach i tak dalej.
- Piękne czasy, baba siedziała grzecznie w domu, a o jej potrzebach myślał mąż - stwierdził z rozmarzeniem Heniek.
- Ciekawe jak byś przeżył bez swoich pornosów? – zapytała ironicznie Ewa.
- Łatwiej niż ty bez swoich i bez swojego ukochanego wibratora – odpowiedział tym samym tonem.
- Tak źle nie było – wtrącił ugodowo Przemek. - Dilda znane były już w starożytności, bogate panie często używały prawdziwych dzieł sztuki wykonanych ze srebra, brązu, kości słoniowej, również z minerałów jak: jadeit czy bowenit. Egipcjanki dysponowały również wibratorami.
- Jak to? - zdziwiła się Ewa.
- Wkładały do tykwy pszczoły, potrząsały nią a  owady wściekle fruwały powodując wibracje. Pomysłowość ludzka nie zna granic, a seks zawsze wzbudzał ogromne zainteresowanie.
- W starożytnej Grecji robiono fallusy z drewna pokrytego skórą – dodał Heniek.
- Nie tylko. Polki również lubiły takie zabaweczki; w Gdańsku znaleziono trzystuletnie drewniane dildo pokryte futerkiem, ale częściej, przynajmniej te uboższe gotowały kaszę gryczaną lub siemię lniane i robiły godmisz.
- Co to takiego? - spojrzała pytająco.
- Ponoć nazwa pochodzi od łacińskiego wyrażenia “gaude mihi”, czyli uciesz mnie bądź cieszcie się ze mną i wszystko jasne.
- Mama gotowała mi kisielek z siemienia, chyba na kaszel przy przeziębieniu ale wcale mnie nie cieszył.
- Nasze prababcie szyły go z miękkiego materiału w kształcie podłużnego, rurkowatego woreczka, ciasno wypełniały ugotowaną gorącą kaszą i zawiązały na końcu. Po napełnieniu jest gorący i ocieka niesamowicie śliską cieczą. Gdy nieco ostygł, wsuwały go sobie w odpowiednie intymne miejsce. Jest taki śliski, że  wchodzi bez trudu nawet jeśli rozmiarami zdecydowanie górował nad męskim organem.
- Poważnie? Skąd wiesz? Próbowałeś kiedyś? – zachichotała Ewa.
- Daj spokój, obecnie w sklepach jest tyle gadżetów, że godmisz można traktować jedynie jako ciekawostkę, bądź rozwiązanie zastępcze choćby w takiej sytuacji w jakiej teraz jesteśmy. Widziałem opakowanie z siemieniem,  igły i nici też są, a materiał...
- Przemek! - wrzasnął Henryk - Prosiłem cię już żebyś nie podpuszczał dziewczyn. Nie wiem jak ty i Karolina, ale ja z Ewą dam sobie radę bez babcinych wynalazków.




środa, 2 grudnia 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.24 Adam i Ewa

Mimo złośliwego tonu głosu zauważył, jak jej spojrzenie wyraźnie się ociepla, a kąciki warg lekko unoszą się ku górze.
- Protestuję! To są bezpodstawne insynuacje – zaperzył się Henryk.
- Mój chłopak przed chwilą wspomniał, że ma jakieś problemy, więc może ty Przemek jesteś wampirem i wypiłeś z niego krew - zachichotała Ewa.
- Nic takiego nie powiedziałem! Nie mam żadnych problemów! - zawołał Heniek, ze zdenerwowania podnosząc się z krzesła.
- Do głowy krew ci najwyraźniej nie dociera, a gdzie indziej też jej nie masz – droczyła się, przesuwając dłonią po jego spodniach.
- Przedyskutujemy ten temat wieczorem po kąpieli.
Odszedł w kierunku pieca i zaczął nerwowo wrzucać do paleniska drewniane szczapy.
- Masz rację Karolina, facetami łatwo sterować – stwierdziła zadowolona z siebie blondynka.
Dziewczyny również wstały od stołu i zaczęły sprzątać po posiłku.
- To wina Stwórcy – wyjaśnił Przemek. - Znacie historię Adama i Ewy?
- Owszem – przytaknęła. - Jest mowa tylko o winie mojej imienniczki. - Zwracając się do Henryka dodała: - Przynieś z pieca garnek z gorącą wodą i wlej do miski przy zlewie.
- Ewa była grzeczną dziewczynką, dopiero później męscy szowiniści sfałszowali historię i zwalili winę na nią – ciągnął Przemek.
Obie panie spojrzały na niego. Z niemałą radością spostrzegł, że z twarzy Karoliny zniknęła maska obojętności i spogląda na niego z wyraźnym zaciekawieniem.
- Najpierw Bóg stworzył Adama – rozpoczął – wszyscy o tym wiedzą, ale nikt nie wyciąga oczywistych wniosków. Adam był prototypem i każdy doskonale wie, że pierwsze podejście zawsze zawiera jakieś mankamenty.
- Kiedyś miałem dziewczynę i gdy pierwszy raz robiła laskę, tak mi zajechała zębem, że miałem zarysowanego do krwi – wtrącił spod pieca Heniek.
- A ty ciągle tylko gadasz o jednym – fuknęła Ewa.
Chciała jeszcze strofować chłopaka dalej, ale Karolina dotknęła jej ręką i kręcąc przecząco głową, szepnęła:
- Daj spokój, później ci wytłumaczę.
- Adam przez pewien czas sam chodził po raju, aż znalazł staw, spojrzał w wodę i zobaczył w niej odbicie człowieka, czyli siebie. Powrócił do stwórcy akurat w chwili, gdy ten kończył swoje kolejne dzieło: Ewę. Kobieta otworzyła oczy i zobaczyła po raz pierwszy człowieka, czyli również Adama. Od tej pory spacerowali razem, ale Adam spryciarz więcej już nad staw nie poszedł, zatem Ewa zawsze widziała tylko jednego człowieka i ten wizerunek coraz bardziej w jej główce się utrwalał. Pewnego razu dziewczyna uciekła i schowała się na jabłoni. On pobiegł za nią, stanął przed drzewem i szukał jej wzrokiem wśród gałęzi. Niestety jako prototyp miał swoje wady, był wzrokowcem i myślał albo jednym, albo drugim narządem. Zobaczył piękne, duże czerwieniące się jabłko, pomyślał, że to cycek Ewy chwycił je i przypadkowo zerwał, za co później został wygnany z raju. Ewa wiedziała, że człowiek jest najdoskonalszym dziełem bożym i wszystkie istoty różniące się od niego są gorsze i świadoma pewnych różnic pomiędzy nią i Adamem posłusznie podążyła za nim. Gdy już znaleźli się na ziemi, było pozamiatane i do tej pory każda kobieta w genach przekazuje swoim dzieciom wizerunek człowieka, czyli mężczyzny. Przez tysiące lat wszystkie baby, pomimo że są ulepszoną wersją, żyją w świętym przekonaniu o stworzeniu przez Boga człowieka i kobiety.




wtorek, 1 grudnia 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.23 Bóg dał mężczyźnie mózg i...

- Ojciec Karolina na sto procent ich znajdzie – wtrącił Heniek – tylko wcześniej obetnie mi jaja za to, że zostawiłem jego córeczkę baz opieki. Tobie Przemek też. Uważam dalszą dyskusję za zbędną, idziemy wszyscy razem.
- Moment, ślubu z tobą nie brałam, a tym bardziej Karolina. Same potrafimy decydować o swoim życiu – przystopowała go Ewa. - Co o tym myślisz Karolina? - dodała, zwracając się do koleżanki.
- Ile było takich przypadków – zapytała druga dziewczyna, patrząc na Ewę.
- Tylko plotki. Oficjalnie żadnego gwałtu nigdy nie zgłoszono, czemu trudno się dziwić. Winnych w tych warunkach bardzo trudno złapać, a oficjalne postępowanie jest niewiele mniej traumatyczne niż sam gwałt.
- Wszyscy pójdziemy – stanowczym tonem, ucinającym wszelką dalszą dyskusję zdecydowała Karolina.
Popatrzeli na nią....
- I co jeszcze? - spytała szybko Ewa z marsową miną na twarzy.
Heniek nachylił się ku niej i coś szepnął do ucha.
- Masz marzenia – odfuknęła, lekko się czerwieniąc – o tym rozmawialiście tak długo na górze?
- O najczęstszych marzeniach seksualnych kobiet – odparł szczerze.
- Jakie jest według was?
- Nekrofilia – odpowiedział Przemek.
- Fuj! - Ewa spojrzała na niego podejrzliwie. - Znowu nas wkręcasz?
- W ostatnich latach dużo nastolatek i młodych kobiet, a nawet niektóre panie w średnim wieku marzą o randce z wampirem, czyli z ożywionym umarlakiem, a seks z trupem nazywa się nekrofilią.
- Ale wymyśliłeś! - Wydęła pogardliwie wargi.
- Ponoć są super ciachami – wtrącił Heniek – silni, z niespożytą energią i dodatkowo potrafią kierować przepływem swojej krwi, żeby płynęła w największych ilościach do najbardziej potrzebnego narządu.
Mówiąc to, wybuchnął gromkim śmiechem.
- Muszę się rozejrzeć za nowym partnerem, jeśli w tym wieku masz już problemy.
- Przybij piątkę – zwrócił się Heniek do Przemka, mrugając porozumiewawczo.
- Co kombinujecie? – zapytała, ponownie się rumieniąc.
- Mamy takie swoje męskie sprawy.
Spojrzała pytająco na Przemka.
- Zastanawialiśmy się, czy w tej okolicy włóczą się wilkołaki, też są na topie – odparł żartobliwie.
- Możesz być pewien, że nigdy nie fantazjowałam o wampirze ani wilkołaku, a ty Karolina?
- Daj spokój Ewka, pytanie na poziomie forów internetowych użytkowanych przez gimbazę. Nie jestem małolatą, której cycki urosły szybciej niż mózg, bez uciekania do marzeń mogę znaleźć fajnego, realnego faceta – odpowiedziała rudowłosa dziewczyna jak zwykle obojętnym, chłodnym głosem.
- Bez wątpienia, taka piękna kobieta może wybierać wśród zastępów adoratorów – skomplementował Przemek.
Spojrzała na niego ostrym, lodowatym wzrokiem.
- Wcale się nie uważam za piękną, choć bez fałszywej skromności mogę przyznać, że jestem ładna. Uroda jest pewnym atutem, ale nie decydującym. Mężczyzna to bardzo proste urządzenie – na krótką chwilę na jej twarzy zabłądził ironiczny uśmieszek – przy odrobinie inteligencji i sprytu każdego można sobie owinąć wokół palca, kwestia czasu i włożonych starań.
Wytrzymał jej spojrzenie, miękko się uśmiechając.
- Problem polega na tym, że Bóg dał mężczyźnie mózg i penisa, lecz krwi tylko tyle, żeby zasilać jedno.
- Dlatego mówiliście o wampirach, żeby uzasadnić u was całkowity brak krwi? - zapytała zjadliwie.




poniedziałek, 30 listopada 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.22 Zostaniemy, tak?

- A którą z nich obstawisz u Ewy na pierwszym miejscu? - dociekał Heniek.
- Młoda pełna energii i wigoru wysportowana dziewczyna plus aluzja w moim kierunku daje w wyniku seksik z dwoma panami.
- A jeśli ci wyjdzie z Karoliną, możemy zabawić się w dwie pary.
- Masz marzenia – tym razem Przemek się zaśmiał.
- Znieście w końcu te rzeczy, które odłożyłam i chodźcie na obiad – okrzyk Ewy przerwał ich rozmowę.
Bez zwłoki wstali z kufrów, ujęli pod pachy odłożone uprzedni przedmioty i zeszli na dół. Położyli znalezione skarby na łóżku i zasiedli do stołu na krytego czterema talerzami z gorącym parującym ryżem. Heniek przez chwilę przyglądał się jedzeniu, pogmerał widelcem i spróbował.
- Można powiedzieć, że to jest pyszne, gdyby miało jakikolwiek smak – stwierdził. - A co to właściwie jest?
- Ryż i kurczak z puszki – wyjaśniła Ewa, siadając na krześle. - Pobiegaj po śniegu wokoło chałupy, będzie ci bardziej smakowało – dodała złośliwie.
Chłopak rozejrzał się i widząc, że pozostali biesiadnicy nabierają potrawę na koniec widelca i bardzo powoli przeżuwają, odburknął:
- Może wszyscy powinniśmy.
- Za trzy godziny dostaniecie fasolę z sosem pomidorowym, a to jest tylko przystawka, żebyście nie marudzili – wyjaśniła oschle Karolina.
- Już wczoraj chciałam się zapytać – wtrąciła Ewa. - Ja i Karolina będziemy bardziej balastem niż pomocą. Czy nie powinniście pójść sami, a my grzecznie poczekamy na pomoc? Nie jesteśmy małymi nieporadnymi dziewczynkami, spokojnie damy sobie radę.
- Wiem Ewa i zgadzam się z tobą, choć wcale nie uważam was za balast. - Przemek uśmiechnął się do dziewczyny.
- Zostaniemy, tak? - Ewa wyraźnie odetchnęła z ulgą.
- Raczej nie powinniście zostawać same – odpowiedział z wahaniem.
– Dlaczego?!
- Dwie młode, piękne samotne kobiety w odludnym miejscu stanowią pokusę, która może złamać bariery moralne niejednego mężczyzny – wyjaśniał z wątłym uśmiechem.
- Boisz się, że nas napadną i zgwałcą? – zapytała niedowierzająco.
Ponownie się zawahał.
- Ostateczna decyzja należy do was, ale nie możecie takiej ewentualności wykluczyć.
- Po co nas straszysz? Sam twierdziłeś, że tutaj nikt nie przychodzi!
- Mówiłem o turystach, ale nie jesteśmy na księżycu. W górach mieszkają jacyś ludzie na stałe lub sezonowo. Drwale, pasterze, poszukiwacze skarbów czy raczej minerałów, zgaduję, naprawdę nie wiem, co robią. Latem mają tutaj darmowy teatrzyk i często przychodzą podglądać. Jest taki niepisany układ: bywalcom dyskretni obserwatorzy nie przeszkadzają, a tamci w zamian nie okradają i nie dewastują chałupy, gości też się nie czepiają. Wy natomiast jesteście przypadkowymi turystkami spoza układu.
- Skąd będą wiedzieli, że ktoś tu jest? Chyba nie przychodzą co parę dni sprawdzać?
- Przestanie padać i dym zobaczą z kilku kilometrów. Przyjdą z ciekawości popatrzeć przez okno, mając nadzieję na spektakl wewnątrz domu. Zobaczą w środku dwie samotne panie, a pośladach na śniegu wydedukują, że inni poszli w kierunku górskiej ścieżki i raczej prędko nie wrócą. Jeden zastuka w drzwi, udając zabłąkanego turystę, a później wpuści pozostałych. Zacznie się zabawa, a chłopcy zrobią wszystko, co będą i ile razy chcieli. Powoli bez pośpiechu, czasu będą mieli dużo co najmniej dwa dni. Na dodatek ryzyko praktycznie zerowe. Nawet jeślibyście zdecydowały zgłosić gwałt na policję, szanse na złapanie ich i udowodnienie winy są bardzo minimalne.




wtorek, 13 października 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.21 Nie jestem seksistą

– Dziewczyny wylały z garnka do zlewu fusy po kawie i się zatkał na amen. Rozkręciłem, wyczyściłem, na rok będą mieli spokój – zagaił Heniek po wyjściu kobiety. – Odkryliście jeszcze jakiś drogocenny skarb?
– Nie, skarby schowane są w tych zamkniętych skrzyniach, tutaj jedynym była Ewa – odpowiedział Przemek.
– To prawda. Świetna kumpelka.
– W nocy przyznałeś, że jest czymś więcej dla ciebie – przypomniał Przemek.
– Aktualnie tak i zapewne będziemy parą do końca studiów. Taki przyjacielski układ, żeby nie zawracać sobie głowy nowymi miłostkami na ostatnim roku. Jak już powiedziałem: Ewa jest cudowną przyjaciółką i nie mam zamiaru zmieniać jej we wredną żonę – tłumaczył Heniek ze śmiechem.
– Myślisz, że będzie złą żoną?
– Już ci powiedziałem, co myślę o Karolinie, a Ewa jest jej najlepszą przyjaciółką. Taka zołzowata nie jest, ale też ma swoje humorki. Zresztą wiem co myśli o mnie jako kandydacie na męża i częściowo się z nią zgadzam. Jestem jeszcze za młody na taki życiowe decyzje.
– Coś was jednak łączy, macie podobne poglądy, bo Ewa powiedziała prawie to samo.
– Znamy się jak przysłowiowe łyse konie, dlatego jest nam ze sobą fajnie. Natomiast małżeństwo to już całkiem inna para kaloszy. Kocham ją jako dziewczynę, kumpelę trochę też jak siostrę i boję się, że gdyby została moją żoną, mógłbym ją szybko znielubić, żeby nie użyć mocniejszego określenia.
– Uważasz, że: „Kobieta w gniewie, jak zmącona woda, jest błotna, gęsta, szpetna i niesmaczna, póki do dawnej czystości nie wróci, nawet spragniony zaczerpnąć jej nie chce. Mąż twój jest pan twój, opiekun, twe życie, głowa i zwierzchnik; troszczy się o ciebie, pracuje ciężko na lądzie i morzu, by ci uczciwe znaleźć opatrzenie”.
– Sam to wymyśliłeś?
„Wstyd mi, gdy widzę szalone kobiety, toczące wojnę tam, gdzie na kolanach tylko o pokój błagać by powinny, gdy chcą panować i słów groźnych użyć, tam, gdzie powinny kochać, słuchać, służyć”.
– Z jakiejś waszej książki?
– Nie to Szekspir – wyjaśnił Przemek.
– Piękne czasy! Czterysta lat temu kobiety znały swoje miejsce.
– Myślisz, że to takie fajne?
– Nauczyłeś się na pamięć, więc zapewne podzielasz taką opinię.
– Nie jestem seksistą i zdecydowanie wolę kobiety z charakterem.
– Teraz rozumiem twoje zafascynowanie Karoliną – zarechotał. – Jak ci się nie uda, możesz próbować z Ewą, podobasz się jej. A ja nie jestem zazdrosny, zresztą po tym, co powiedziałem przed chwilą, nie mam prawa do zazdrości.
– Naprawdę chcesz zaryzykować? Do wakacji jeszcze parę miesięcy. – Przemek spojrzał na rozmówcę spod przymrużonych powiek.
– Naprawdę przede wszystkim jestem jej przyjacielem. Jeśli trafi na fajnego faceta, z którym ma szanse sobie ułożyć życie, czy choćby kilka najbliższych lat ja chowam się w cień. Zresztą, zanim odpuścisz sobie Karolę i skumasz się bliżej z Ewą minie jeszcze trochę czasu. A nawet gdyby ona chciała spełnić swoje ukryte marzenie, to też jestem za.
– Znasz jej ukryte fantazje?
– Mam pewne podejrzenia. Jesteś zaangażowany w tematykę erotyczną, więc też powinieneś się domyślić, zresztą większość dziewczyn ma podobne.
– Trochę tych fantazji jest: bzykanko ze znanym topowym facetem, seks w miejscu publicznym, przebieranie w seksowne ciuszki, męska dominacja, striptiz niespodziewany numerek czy nawet gwałt, z obcym oczywiście mega przystojnym samcem, oddanie się za kasę, pieszczoty z inną laseczką i oczywiście trójkącik.




poniedziałek, 12 października 2015

Rudowłosa - Chata w górach Rozdz.20 Czekasz na księcia?

– Poznaliśmy się jeszcze w liceum, z początku był kolegą z klasy, później zostaliśmy przyjaciółmi, ale bez podtekstów. Ja znałam jego dziewczyny on moich chłopaków. Nic więcej. W kwietniu zerwałam z facetem, miałam doła, chciałam się wygadać, wyżalić przyjacielowi. Heniek ucieszył się moim telefonem i zaprosił do pubu. Akurat rzuciła go dziewczyna, więc wspólnie topiliśmy nasze smutki w piwie. Późnym wieczorem odprowadził mnie do domu. Wprosił się na ostatniego drinka, a że miałam akurat wolną chatę, byłam trochę wstawiona i potrzebowałam męskiego wsparcia, wykorzystał sytuację i został do rana.
– Wcale się nie dziwię.
– Naprawdę? Na jego miejscu też byś został do rana? – zapytała zalotnie.
– Tak, gdybym wtedy był tam.
– A teraz? – zaśmiała się i zatrzepotała kokieteryjnie rzęsami.
– Teraz jesteście razem.
– A ty myślami jesteś przy kimś innym, prawda?
Nie było to pytanie i nie czekając na odpowiedź, ciągnęła dalej:
– Heniek zawsze był świetnym przyjacielem, jest dobrym kochankiem – zachichotała – i coś między nami iskrzy. Fajnie jest spotkać się, czasem spędzić razem kilka dni, jednak nie sądzę, że łączy nas mega uczucie i miłość do grobowej deski. Ja jeszcze nie jestem gotowa na trwały związek, bardziej myślę o skończeniu studiów i... zaczekam do trzydziestki.
– Stosujesz się do nowej mody?
– Czasy osiemnastoletniej starej panny dawno minęły.
– A może czekasz na księcia na białym rumaku, a raczej w czerwonym porsche?
– Nie jestem materialistką, natomiast chcę, żeby mój życiowy partner, mąż, ojciec moich dzieci, był osobą poważną i odpowiedzialną.
– Uważasz, że twój obecny chłopak nie jest taki?
– Ani trochę. Jest beztroski, wszystko zmienia w żart. Żyje chwilą, a zmartwienia i poważne sprawy odkłada na później...
– Co wy tutaj tak długo sami robicie? Ominęło mnie coś fajnego? – przerwał jej wesoły głos Henryka wynurzającego się z otworu w podłodze.
– Obgaduję cię i podrywam Przemka – odpowiedziała zaczepnie.
– Chcesz wzbudzić moją zazdrość, żeby sprawdzić, jak bardzo cię kocham? – zaśmiał się jeszcze głośniej. – Muszę cię rozczarować, wybrałaś niewłaściwy obiekt.
– A co masz przeciwko Przemkowi? Jest super facetem – zaczęła się droczyć.
– Absolutnie nic. Szkoda tylko twojego czasu. Jego serce płonie i niedługo zmieni się w popiół na ognistej głowie naszej przyjaciółki. Chyba że chcesz mu śpieszyć na ratunek i utulić do swoich cudownych piersi.
– Sam widzisz, jaki on jest – zwróciła się do Przemka. – Zero powagi, ze wszystkiego robi podśmiechujki.
– Idę pomóc Karolinie przy obiedzie, a wy znieście to na dół – dodała, wskazując na posegregowane i odłożone w czasie rozmowy przedmioty.




wtorek, 29 września 2015

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.7 Sześć dziewczyn

– Nadal nie rozumiem, dlaczego uważasz, że to mogła być Joanna?
– Ponieważ miałeś z nią dziecko, córeczkę tak jak z Joanną.
– To w końcu była w ciąży czy mieliśmy już dziecko, bo najwyraźniej coś kręcisz – zaśmiał się Tomek.
– Mieliście. Właśnie sobie przypomniałem żartobliwe rozmowy z Lidką o pokrewieństwie naszych dzieci z waszą córką. Siostra czy ciocia.
– Czyli mój pobyt musiał trwać dość długo, a co z Judytą?
– Byliście po rozwodzie.
– Nigdy nawet przez sekundę nie pomyślałem o rozwodzie. Ciekawe kto wiedział o Joannie i ma taką fantazję, a ty tato co o tym myślisz?
– Prowadzicie jałową, bezsensowną dyskusję i nie mam zamiaru brać w niej udziału.
– Wiem tato – przyznał Przemek. – Babci wyjaśnienia zostawiły wiele niejasności, dlatego tak bardzo zależało mi na jak najszybszym pojechaniu do pana Alberta. Jestem bardzo ciekaw jego wersji.
– Więc zostawmy rozważania na później – wtrącił Tomek – a teraz poopowiadaj o ładowaniu tych kamieni szlachetnych, szybciej nam droga minie. Albo o innych laskach. Powiedziałeś sześć, a gdy babcia się zdziwiła, udałeś, że żartujesz. Więc ile ich naprawdę było?
– Na pewno sześć, chociaż tej szóstej w ogóle nie mogę sobie teraz przypomnieć.
– Dziewczyny o nich wiedziały?
– Tak, od czasu zamieszkania na pagórku zawsze mówiliśmy sobie prawdę.
– A one nie robiły ci jazd z tego powodu?
– Nie, pierwszą Sonia sama mi zaproponowała.
– Opowiadaj, nie powtórzymy babci.
– Tylko powtarzam, nie jest to moja fantazja. Babcia i pan Albert również odpadają, Lidki jeszcze nie było. Zostaje Katarzyna, ale w takich sytuacjach, jak stwierdziła babcia, zastępowała ją prawdziwa Sonia. Ona z kolei sama bez udziału Kasi nie mogła do niej doprowadzić. Dziwne.
– Wyspowiadaj się, a wszelkie rozważania zostawmy na później.
– Jak już mówiłem, a babcia wytłumaczyła powód tego zabiegu, mam usunięte wspomnienia z wszelkich przygód erotycznych. Zostały mi w pamięci tylko ogólne wspomnienia bez najmniejszych szczegółów.
– Szkoda.
– Wcale nie jestem pewien, szczególnie po spotkaniu z babcią Sonią parę dni temu, inne też nie wiadomo jak wyglądają w oryginale, a Lidka to był tylko duplikat. Ewentualnie mogę żałować braku wspomnień z Marią.
– Co takiego!?
– Jeśli moje mgliste przypuszczenia się potwierdzą i faktycznie była nią Joanna, to mój drogi braciszku zrewanżowałem ci się za Elkę.
– Bzykałeś się, że tak powiem ze swoją teściową?
– No wiesz, Lidia była młodą dziewczyną i nie od razu poszedłem z nią do łóżka. Maria natomiast stała się bardzo atrakcyjną kobietą w dodatku od długiego czasu była sama.
– Nie wierzę, po co ktoś miał to wymyślić?
– Nie wiem, jeśli to rzeczywiście była ona mogło chodzić o podbudowanie moje ego. Tylko trochę to bez sensu, wtedy nic nie wiedziałem. Babcia wyraźnie stwierdziła, że różni ludzie piekli swoje pieczenie na tym ognisku. Może więcej zrozumiemy, gdy Albert wyjaśni nam, kim jest tajemniczy pan AB.
– Nareszcie zrozumiałem, dlaczego tak się upierasz przy Joannie. Jesteś po prostu wredny i mściwy – stwierdził Tomek żartobliwym tonem.
– Zemsta jest słodka – zaśmiał się Przemek. – A tak na poważnie im więcej myślę, tym znowu mniej rozumiem.
– Wspólnie przyciśniemy naszego krewniaka Albercika i wydusimy z niego całą prawdę. Wracając do teściowej, długo ją obracałeś?
– Niezbyt, po miesiącu ty się pojawiłeś, a gdy wykasowano twój pobyt to może jeszcze ze dwa trzy miesiące. Później zająłem się Lidią, a koło Marii zakręcił się Bronek, czyli biologiczny ojciec Lidki i jej dawny amant. 




poniedziałek, 28 września 2015

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.6 Ważne odkrycie

"Pierwsze lato w domu na pagórku rozpoczęło prawdziwie baśniowy etap mojego snu. Na początku wakacji przyjechała z tygodniową wizytą Marta i jej najlepsza przyjaciółka Magda, obie studentki ASP w Łodzi. Marta była córką starszej siostry Bronka, czyli siostrą cioteczną Lidki. Studiują na kierunku Tkanina i Ubiór specjalność Projektowanie biżuterii więc szybko znalazły wspólny język z moim ojcem i oczywiście zostały na całe wakacje.
Właśnie w czasie tych wakacji dziewczyny wspólnie dokonały ważnego odkrycia: kamienie szlachetne w zależności od rodzaju przenoszą na kontaktujące się z nimi osoby poszczególne działania Kręgu. Zaczęło się od naszyjnika z topazem, który Marta zrobiła dla koleżanki Sonii. W tym czasie roczne małżeństwo tejże dziewczyny przeżywało bardzo poważny kryzys, a po kilku dniach noszenia naszyjnika stali się znowu zgodną, kochającą się parą. Równocześnie mama Lidki powiedziała, że jej koleżanka z pracy ostatnio bardzo wyładniała, była to ta sama pani, której sprezentowała dwa tygodnie wcześniej na urodziny, pierścionek z małym rubinem tym razem wykonany przez Magdę. To dało im dużo do myślenia, zaczęły eksperymentować, co mając stały dostęp do zakładu taty, wcale nie było trudne. Tutaj dodam, że zakład jubilerski znajdował się w wynajmowanym lokalu w Kreskowicach i tam też znajdowała się większość materiałów.
Kolejne sześć prób dało tylko jeden pozytywny rezultat, ale on wystarczył, żeby dziewczyny zobaczyły pewną zależność: kamień musiał przebywać na pagórku w czasie gdy uprawialiśmy miłość. Najwyraźniej seks pobudzał działanie Kręgu, na tyle mocno, że pozwalał przełamać opór i jak to później nazywaliśmy, naładować kamień. Niestety, a może dla mnie na szczęście, bez moich zabaw erotycznych z Sonią lub Lidką kamienie nawet po długim pobycie w domu zostawały nieaktywne”.
Oderwał długopis od zeszytu i głośno się roześmiał.
– Przypomniało ci się coś fajnego? – zapytał Tomek, nie odrywając wzroku od jezdni.
– Zarzucałeś Lidce brak temperamentu, a to one wymyśliły Krąg – następnie przeczytał zrobione w czasie jazdy zapiski.
– Dodatek erotyczny mógł być pomysłem Katarzyny, a ją o ile pamiętam, określiłem jako namiętną dziewczynę.
– Zastanawiam się, dlaczego żyłem i spałem z obydwiema dziewczynami. To bardziej pasuje do twojego charakteru. Ty masz dzieci z dwiema paniami.
– Może wcale tak bardzo się nie różnimy, jak ci się wydaje i odsłoniłeś podświadome marzenia.
– Babcia już wyjaśniła, że to nie moja podświadomość, tylko zaplanowany scenariusz.
– Właśnie. Lidka miała zastąpić Sonię czyli Kasię, ale ta zdecydowała się zostać dalej.
– Tylko że Sonia o moim podwójnym związku mówiła już wcześniej jeszcze w pierwszej wersji i tego właśnie nie rozumiem. Tak jak twojego pobytu.
Opowiedział swoje wcześniejsze przemyśliwania i o wykasowanym fragmencie snu.
– Przemek, jesteś niekonsekwentny, raz mówisz o zaplanowanym scenariuszu, a teraz zarzucasz mi, jakobym w podświadomości kochał Joannę. Albo, albo zdecyduj się na coś.
– Jak mogę być konsekwentny, jeżeli sam otrzymuję sprzeczne informacje. Babcia mówiąc o wyskokach Sonii, wyraźnie stwierdziła, że nie można było ich cofnąć i wymazać z mojej pamięci. Natomiast okres twojego pobytu cofnięto.
– Jednak pamiętasz.
– Wcześniej nie, dzisiaj nagle sobie przypomniałem, więc na jakiś czas był głęboko ukryty. Nic nie rozumiem! Ile Joanna ma lat?
– 27.
– Gdy pierwszy raz zobaczyłem Marię była mało atrakcyjną czterdziestolatką. Wtedy tłumaczyliśmy to jej zaniedbaniem i niedożywieniem spowodowanym trudną sytuacją życiową. Po przeprowadzce do Kreskowic odżyła i oczywiście uległa oddziaływaniu Kręgu. W czasie twojego pobytu wyglądała już całkiem inaczej jak seksowna, najwyżej trzydziestoletnia babka. Teraz wyraźnie sobie przypominam, to były dwie różne osoby.




niedziela, 27 września 2015

Powieść Krąg -Tom2- Rozdz.5 Kolejna zagadka

– Przestałeś pisać, więc opowiedz pikantną historyjkę, jeśli jeszcze jakąś pamiętasz.
– Sorki Tomasz, sam sobie jesteś winien. Mimo moich próśb nie chciałeś zdradzić sekretów ze swoich nocnych wypadów do Kreskowic.
– Czyżbyś sugerował, że z kimś się spotykałem? – zapytał zaskoczony.
– Owszem już drugiego dnia pobytu zostałeś zaproszony na kolację i wróciłeś dopiero następnego ranka.
– Kto mnie zaprosił?
– Maria, mama Lidki – odpowiedział Przemek ze śmiechem.
– Żartujesz, czy mówisz poważnie?
– Serio, widocznie w mojej podświadomości jesteś już na stałe zaszufladkowany jako notoryczny podrywacz.
– Nie, nie – dodał po chwili zastanowienia. – Przecież zgodnie z tym, co mówiła babcia, to nie ja to wymyśliłem, tylko ty tak byś się naprawdę zachował.
– Bez przesady Przemek! – zdegustowany Tomek pokręcił głową. – Nie zdradzam żony z każdą napotkaną kobietą, a tym bardziej po dwudniowej znajomości.
– Czyli mamy kolejną zagadkę do wyjaśnienia.
– Wiesz, kim jest ta pani w realnym świecie?
– Nie mam pojęcia, zapytamy pana Alberta.
Zaległa cisza, Przemek skupił się na wspomnieniach. Popełnił błąd w zapiskach i narysował długą strzałkę w brulionie: Tomek pojawił się przed Bronkiem. Mgliście przypomniał sobie również pewną nieścisłość. Brat spędził już pierwszą noc u Marii, a nie drugą. Następnego dnia postanowił zostać na stałe i zająć stanowisko wiceprezesa w firmie prowadzonej przez Przemka. Co więcej, Maria zaszła w ciąże z Tomkiem. Później kilkumiesięczny pobyt Tomasza został wykasowany jak zbędny fragment filmu i jego pobyt skrócony do trzech dni.
Jednym słowem miał odegrać jakąś rolę w tej historii, ale gdy okazało się, że jednak nie może przyjechać, jego udział został zakamuflowany. Kim jest Maria mama Lidii? Kobieta, z którą według czyjegoś pomysłu Tomek miał mieć dziecko i z którą poszedł do łóżka już po paru godzinach znajomości. Judyta z oczywistych powodów odpada, zostaje Joanna, matka jego córki Kasi. Kto to wymyślił i po co? Chyba że... braciszek naprawdę kocha Joannę bardziej niż Judytę. Babcia nic nie wiedziała o ich związku tym bardziej Albert i jego wnuczki. Czyżby tajemniczy pan AB? Bez sensu. Wiedział, że nic nie wymyśli, a wolał z bratem nie poruszać tego tematu. Odrzucił rozważania i zaczął dalej pisać:
„Popołudniu 24 grudnia tuż przed wigilią przyjechał ojczulek. Przybył rozmówić się ze swoim młodszym synkiem: kryminalistą i zboczeńcem, który najpierw zaręczył się z jedną małolatą, a później do kompletu z kolejną. Wszedł dumny pełen pogardy dla nas. Dziewczyny ignorując jego marsową minę, przyjęły go bardzo serdecznie, w czym dopomogły im obie mamy i Marek wtedy już zaręczony z Halinką. Wspaniałe święta z cudowną atmosferą toteż tata szybko zakochał się w swoich nowych „córeczkach” jak je wkrótce zaczął nazywać. Polubił również moje obie teściowe i zaprzyjaźnił się z Markiem. W styczniu przeprowadził się do nas na stałe, zabierając ze sobą również swój zakład jubilerski. Pierwszy raz odczuliśmy wtedy tak wyraźnie działanie magi naszego domu, a właściwie Kręgu. To jego aktywność powodowała, że na pagórku i w jego najbliższej okolicy wszyscy czuli się wspaniale. Nigdy w naszym domu nie było awantur, kłótni czy ostrej wymiany zdań. Wzrastało uczucie miłości i przyjaźni, skłócone osoby szybko się godziły, a obcy sobie ludzie łatwo się zaprzyjaźniali. Przestaliśmy się starzeć, a dziewczyny, głównie Lidia, wyładniały. Od bliskich znajomych otrzymywaliśmy również informacje, że po paru godzinnym pobycie w naszym domu ich nocne igraszki miłosne są zdecydowanie bardziej ekscytujące."